“Zasady muzyki”
grudzień 29, 2006 autor izanna
Zapowiadało się ciepłe popołudnie. Aśka, uczennica drugiej klasy gimnazjum właśnie skończyła biologię i pędziła do szatni. Była w tym najlepsza. Zawsze się spieszyła. To do domu, to na autobus, to do szkoły muzycznej . Rówieśnicy lubili Aśkę, bo była towarzyską, roześmianą dziewczyną. Koleżanki z jej klasy wiecznie obgadywały ją za plecami, zazdrościły nawet tego, że potrafi śmiać się sama z siebie, no i tego, że potrafi grać na skrzypcach. W gimnazjum tylko ona na nich grała i robiła to z pasją. Czasem wolała zostać w pustym domu, poćwiczyć, zamiast iść na dyskotekę .Podziwiały ja za to, że potrafi sobie odmówić kina, czy basenu, „bo ma muzyczną”.
Aśka patrzyła na to zupełnie inaczej. Dla niej bardzo ważni byli przyjaciele, rodzina .Zawsze lubiła spotkania z nimi. Niestety, gdy zdecydowała się kształcić dalej w kierunku muzyki, na przyjemności brakowało jej czasu .Babcię, która mieszkała w jej miejscowości, odwiedzała raz na trzy , cztery miesiące. Przyjaciele dla niej całkiem zniknęli. Nie pamiętała już, jak wygląda spotkanie z przyjaciółmi, szczera rozmowa. Teraz rozmawiała z nimi tylko na przerwach, bo na lekcjach nie chciała odrywać się od zajęć, gdyż mogła sobie tym narobić zaległości, a na ich nadrabianie nie miałaby już czasu. Czasem, gdy jechała do szkoły muzycznej, płakała w autobusie, że nie ma przyjaciół. W rzeczywistości mogłaby mieć ich wielu, lecz nie rozmawiała z nimi prawie wcale i ta przyjaźń zanikała z każdym dniem. Aśka bała się, że zostanie sama. Przestała rozmawiać z kimkolwiek, ale wsłuchiwała się w głos dziewczyn z jej klasy gdy cieszą się, umawiają na dyskotekę .Zdarzało się nawet, że ją obgadywały. W końcu Aśka przestała się tym przejmować. Mówiła sobie, że jeszcze rok i idzie do internatu.
W szatni chwyciła swoja kurtkę, zawiesiła torbę z książkami na prawym ramieniu, bo na lewe zarzuciła skrzypce. Spieszyła się na autobus. Miała dzisiaj lekcję skrzypiec jej profesorem, panem Krzysztofem. Polubiła go od pierwszej lekcji, kiedy to poznali się, uścisnęli dłonie, a on życzył jej wytrwałości w pracy. Te słowa bardzo ją podbudowały. W panu Krzysiu widziała ideał nauczyciela. Był jej podporą.
Wychodząc z szatni w pośpiechu, wpadła na Karola, kolegę z klasy.
-Cześć- rzucił w jej stronę.
-A…cześć Karol. Przepraszam. Spieszę się.
-Możemy porozmawiać? -zapytał niepewnie .Był przekonany ,że jak zwykle przełoży rozmowę.
-Hmm…- spojrzała na zegarek, a potem na Karola –Dobrze, ale naprawdę tylko chwilę. Mam pięć minut wolnego.
-Kiedy masz wolny czas?
-Nie rozumiem- odpowiedziała zerkając na zegarek.
-Kiedy moglibyśmy się spotkać i spokojnie porozmawiać?
-Mam wolne tylko czwartki, ale wiesz, że chodzę na kółko biologiczne.
-To może porozmawiamy na kółku?
-No dobrze. Będziemy robić ozdoby choinkowe, więc znajdzie się chwila.
-Fajnie.
-To cześć- odpowiedziała biegnąc do drzwi wyjściowych.
-Pa…- powiedział, ale nie zdążył dokończyć ,bo Aśki już nie było w szatni.
Siedziała w autobusie. Myślała o Karolu, o ich rozmowie w szatni. O co mu chodziło? Niestety teraz się nie dowie. Będzie musiała poczekać do czwartku, na kółko biologiczne. Prowadzi je wychowawczyni Aśki, więc na pewno pozwoli im trochę porozmawiać.
Aśka w szkole muzycznej była traktowana inaczej, niż w swoim gimnazjum .To tutaj była w centrum zainteresowań, nikt jej nie obgadywał (przynajmniej nie przy niej). Była lubiana bardziej niż u siebie. Tutaj czuła się kimś, miała temat do rozmowy ze swoimi przyjaciółmi, bo w jej miejscowości, w jej klasie nikt nie rozmawiałby o muzyce Berlioza czy Mozarta. To ją interesowało. Jej puste koleżanki z klasy nie. Nawet nie wiedziały, kto to jest Berlioz. Ale dlaczego miałaby im się dziwić? One zajmowały się makijażem i chłopakami. Jej jedynym przyjacielem był właśnie Karol. Mimo, że słuchał całkiem innej muzyki niż ona, to zawsze starał się pomóc. Niestety coraz rzadziej się spotykali. Mijali się w klasie, na korytarzu. W szkole Aśka była jak zaklęta, nieobecna. Ciągle czytała notatki z literatury muzycznej albo uczyła się na jakiś test. Niektórzy mówili, że jest dziwna, nie zamieniając z nią ani jednego słowa.
Jak zwykle wysiadła w ciszy, z głową w chmurach. W muzycznej było dzisiaj dobrze, nawet luźne zajęcia, więc jej nieuwaga była niewidoczna. Cieszyła się, bo miała dużo czasu do rozmowy z Karolem. Wychodząc z kształcenia słuchu usłyszała w ostatniej chwili, że woła ją pani Literka, nauczycielka od tego przedmiotu. Była to młoda kobieta o niebieskich oczach i blond włosach. Była niezwykle sympatyczna . Koledzy z „muzycznej” klasy Aśki podkochiwali się w niej, gdyż była bardzo zgrabna i kobieca. Miała męża i dziewięcioletniego syna, Wojtka. Przychodził do nich czasami na zajęcia, żeby z nimi pośpiewać albo porozrabiać.
Pani Literka rozmawiała długo z Asią. Przez to minęła jej literatura muzyczna. Mówiła, że ta chodzi rozkojarzona, opuszcza się w nauce i nie uczy z zasad muzyki. ”Jak tak dalej pójdzie, to nie zaliczysz tego semestru” -słowa pani Literki całą drogę powrotną kłębiły się jej w głowie. Aśka zaczęła myśleć, że najwyżej zrezygnuje. Co tam.
Gorzej było z gimnazjum. Wzorowa dotąd uczennica na oczach nauczycieli powoli staczała się z nauką i z zachowaniem. Dawniej Aśka nigdy nie odezwałaby się na chemii, a teraz, właśnie na chemii, nie zamykała jej się buzia. Ile rozmów odbywała z wychowawczynią. Wszystko na nic, jak się okazało. Aśce zaczęło podobać się to, że wszyscy wszędzie o niej mówią . Nieważne, czy dobrze, czy źle. Aśka nie była jednak do końca niemądra. Nie wciągnęła się w żadne świństwa typu narkotyki czy alkohol. Była rozważna w tej kwestii. Niestety straciła zaufanie u przyjaciół. Uważali ją za jakąś gorszą, lecz żaden z nich nie pomógł jej, gdy tego potrzebowała. Prawie nikt.
-Cześć Aśka- krzyknął Karol jeszcze zmarznięty, gdyż dopiero przyszedł do szkoły.
-Cześć – mruknęła Aśka.
-Pamiętasz, co mi obiecałaś?
-Eee, nie.
-Dzisiaj czwartek. Mieliśmy porozmawiać.
Aśka miała poukładane życie co do minuty, bo musiała zagospodarować sobie czas, żeby zająć się sobą.
-Faktycznie. Dużo o tym myślałam. Więc o co chodzi? Coś się stało?
-Chciałbym ci jakoś pomóc, bo widzę, że masz dużo zajęć i mało czasu dla siebie. Może mógłbym coś dla ciebie zrobić?
-To miło z twojej strony, ale sama wybrałam drugą szkołę i sama muszę sobie radzić. Ale dziękuję za troskę.
-Aśka …pogadajmy.
-Nie. Już ci mówiłam, że to moje problemy.
-Ale chciałaś pogadać.
-Ale nie o moich problemach. Wybacz. Do zobaczenia na kółku.
-No dobrze. Jeśli nie chcesz pomocy, nie będę nalegał. Cześć.
Aśka szła na przystanek. Głupio się czuła odrzucając propozycję Karola. Myślała ,że źle zrobiła , bo może ta właśnie pomoc byłaby jej potrzebna. Szczerze mówiąc wiedziała, że to nieprawda.
Gdy tylko weszła do szkoły muzycznej, pojawiły się problemy. Ula, znana z nieodrabiania prac domowych przywitała Aśkę z rumieńcem na prawym policzku.
-O, Aśka , dobrze, że jesteś .Masz pracę domową na folklor muzyczny?
-Jaką pracę?- zdziwiła się Aśka.
-Wypracowanie o swojej rodzinie. Termin mija dzisiaj.
-To nie można przełożyć?
-No nie mów, że nie masz. Zawsze odrabiasz prace domowe. A już na pewno z folkloru.
-Widocznie nie zawsze…-Aśka wyraźnie posmutniała.
-Niemożliwe. Aśka, coś ci jest? Źle się czujesz?
-Tak. Boli mnie głowa. Wiesz, chyba pojadę do domu. Niedobrze mi.
-To idź się zwolnić do Literki. Na kształceniu słuchu będzie test, więc musisz się usprawiedliwić.
-Cholera –przeklęła Aśka- Jaki test?
-No…półroczny. Nie mów ,że nie wiedziałaś .Aśka ocknij się!
-Przepraszam Ula,…źle się czuję. Powiesz Literce i pani Myszce, że mnie nie będzie. Nie jestem w stanie się skupić. Powiesz?
-Aśka, wiesz, że to się nie uda. Jeśli naprawdę się źle się czujesz, to czemu sama im tego nie powiesz?
-Ula , nie mogę. Nie mogę ..-Aśka nagle urwała, obawiając się reakcji koleżanki.
-Skłamać?- zapytała niepewnie Ula.
-Cześć. Nie widziałaś mnie dzisiaj, rozumiesz?- powiedziała Aśka ściszonym tonem, gdyż Ula trafiła w samo sedno.
-Ale….
-Nie było mnie dzisiaj- szepnęła i wybiegła ze szkoły.
-Ja tak nie mogę ,zrozum…-powiedziała szeptem Ula w kierunku drzwi.
Zaczęło się kształcenie słuchu. Ula siedziała niespokojnie, bo wiedziała, że pani Literka zaraz zacznie sprawdzać obecność. Obok Uli siedziała Daria, jej koleżanka .Postanowiła powiedzieć jej o Aśce. Daria natomiast po chwili milczenia wstała, spojrzała pani Literce prosto w oczy i powiedziała:
-Proszę pani, Ula chciała wytłumaczyć nieobecność Asi.- Ula ze zgrozą spojrzała na Darię, na co ta usiadła spokojnie w ławce, jakby nic się nie stało.
-A więc..- zaczęła Ula.
-Nie musisz tłumaczyć się za Asię. Przecież to jej nie ma. Jak mnie spotka, to sama się wytłumaczy. Skoro jej nie ma, to najwyraźniej miała powód.
-Ale nie…- dalej ciągnęła Ula.
-Ula, usiądź .Chcę zacząć zajęcia. A z Asią porozmawiam sama, bo faktycznie to dziwne, że jej nie ma. A była w ogóle dzisiaj w szkole?
Ula popatrzyła najpierw na Darię, potem na Agę, która zawzięcie uczyła się z literatury, po czym spojrzała na panią Literkę i pomyślała, że robi jej wielkie świństwo kłamiąc niczego nie spodziewającą się wspaniałą nauczycielkę.
-Nie, przynajmniej ja jej nie widziałam.
-Aha…dziękuję- przyjęła wiadomość ze spokojem.
Zajęcia z panią Literką ciągnęły się niemiłosiernie .Nie miała odwagi spojrzeć nauczycielce prosto w twarz. Była okropnie zła na Darię, która ją wrobiła w to kłamstwo, ale przede wszystkim nienawidziła siebie. Przecież lubiła Literkę, jak nikogo z nauczycieli. Po zasadach muzyki Ula miała lekcję fortepianu, ale postanowiła, że da sobie spokój. Nie chciało jej się wysłuchiwać po raz kolejny, że nie nauczyła się na lekcję. Szybko nałożyła na siebie kurtkę i wyszła ze szkoły. Padał deszcz i robiło się ciemno. Poszła na przystanek, aby pojechać do domu. Autobus spóźniał się już dziesięć minut. W końcu nadjechała duża, brudna i kolorowa „ósemka”. Ula wsiadała mokra i wściekła już na cały świat. Całą drogę do domu myślała o zajęciach z panią Literką.
Była godzina siódma. W domu Aśki panowała nerwowa atmosfera, bo jej jeszcze tam nie było. Rodzice jej byli nadopiekuńczy i godzinę przed powrotem córki już się denerwowali, że ta nie wraca. W końcu rozległ się dźwięk klucza wsuwanego w zamek. Weszła przemoczona Aśka. Bez słowa niedbale rzuciła torbę do swojego pokoju, ściągnęła kurtkę i buty. W końcu mama Aśki postanowiła ją przywitać.
-Asiu, co tak wcześnie? -zapytała zdziwiona mama.
-A co? Nie cieszysz się, że jestem? Myślałam, że zrobię ci przyjemność wcześniejszym powrotem.- Aśka była okropnie zła na wszystkich i wszystko. Nie miała ochoty na rozmowę z mamą.
-Córciu, co ty mówisz ? Bardzo się cieszę, że już jesteś. Chodź do kuchni i zjedz kolację.
Aśce wcale nie chciało się jeść. Mimo tego poszła za mamą.
-No, opowiadaj, co tam w szkole-mama Aśki nie dawała za wygraną.
-Nic ciekawego, normalne lekcje.
-A dlaczego jesteś wcześniej?
Aśka już chciała odpyskować, ale zmęczyła się całym minionym dniem. Odpowiedziała normalnie, jak przystało na córkę, a raczej na kłamczuchę.
-Nie było pani Myszki i zajęcia były krótsze.
-Aha- przyjęła do wiadomości mama.
-Muszę iść do pokoju i pouczyć się z fizyki. Nie rób mi kolacji.
-Ale Asiu….
Asi już nie było w kuchni. I wcale nie uczyła się z fizyki. Szybko zrobiła ściągę i fizykę miała z głowy.
-Teraz trzeba by było pomyśleć, co powiedzieć Literce-głośno myślała.-Może prawdę? Na pewno zrozumiałaby mnie.-ale nie uśmiechał się Aśce ten pomysł.-Wtedy pani straciłaby do mnie zaufanie, a mnie zależy na jej wsparciu, gdyż dużo mi już pomogła. Muszę się jakoś wywinąć.-„Jakoś” nie brzmiało optymistycznie, a co najgorsza, nie brzmiało wiarygodnie.
Był piątek. Wprawdzie każdy uczeń cieszy się z piątku, ale nie Aśka. Oprócz niej lewą nogą wstała Ula, Daria oraz Karol. Każdy miał podły nastrój. Aśka postanowiła, że nie pójdzie do szkoły. Pomyślała, że musi zostać, przemyśleć wszystko, chociaż już miała tego serdecznie dosyć. Rodzicom powiedziała po prostu, że boli ją głowa, a mama dała jej jakieś silne proszki i wpakowała córkę do łóżka. Jej tata nawet tym się nie zainteresował. Nienawidził Aśki, przynajmniej nie starał się o to, aby myślała inaczej. Została sama. Jeszcze zanim zrobiła sobie śniadanie, włączyła komputer, aby sprawdzić pocztę. Poszła do kuchni.
-Wojtuś , szybko, bo spóźnię się na wykłady-krzyczała pani Literka.
-Już idę mamo, chwilkę, muszę jeszcze spakować piórnik!- syn pani Literki bardzo się spieszył, ale im szybciej pakował podręczniki , tym mniej ich wchodziło mu do plecaka.
-Mówiłam, żebyś spakował się wieczorem! Czekam w samochodzie. Zamknij tylko mieszkanie!
Pani Małgosia, bo tak miała na imię pani Literka, zbiegła po schodach z drugiego piętra, gdzie mieszkała z rodziną. Na dole, przy wyjściu z klatki schodowej była skrzynka na listy. Niestety, jeszcze pusta, gdyż było dopiero za piętnaście ósma. Dopiero, bo pani Literka miała wykłady na dziewiątą, ale jej syn miał lekcje na ósmą, a jego szkoła znajdowała się na końcu miasta, dlatego pani Małgosia już była zdenerwowana. Wsiadła do samochodu, błękitnego daewoo lanos. Był to prezent urodzinowy od jej męża. Wiedział od razu, jaki kolor ma wybrać, bo od zawsze jego żona uwielbiała niebieski. Działał na nią uspakajająco. Tego ranka jednak nic nie było w stanie jej uspokoić. W samochodzie włączyła radio, aby się odstresować. Gdy już czuła, że usypia, wsiadł do samochodu Wojtek. Pojechali do szkoły.
Aśka zjadła śniadanie i siedziała już trzecią godzinę przed komputerem. Nagle dostała wiadomość. Była od Karola: „Cześć Aśka, siedzę właśnie na informatyce, na Twoim stanowisku. Wychowawczyni pytała się, dlaczego Cię nie ma. Nikt nic nie wie. Może nas oświecisz? Karol.” Aśkę bardzo zdenerwowała ta wiadomość.
-Nie ma mnie zaledwie jeden dzień i już afera w całej szkole.- mruknęła do siebie. Poczuła, że boli ją głowa. Poszła do kuchni, wziąć tabletkę. Tego dnia to już trzecia. Postanowiła wziąć więcej niż jedną, żeby dzisiaj ją w ogóle głowa nie bolała. Jednak przesadziła. Poczuła, jak pięć tabletek przesuwa się wolno jej przełykiem. Dopiero teraz doszło do niej, co robi. Mimo tego popiła je wodą. Wróciła do pokoju i położyła się wyczerpana na łóżko. Zasnęła.
Była godzina siedemnasta. Aśka zwlokła się z kanapy. Spała od dziesiątej. Było jej niedobrze, miała zawroty głowy. Chwilowo nie wiedziała, skąd się tu wzięła i dlaczego tak fatalnie się czuje. Nikogo w domu nie było. Czuła, że zbiera jej się morze łez, których nie zatrzyma. Płakała bez powodu. Płacz usłyszała sąsiadka Aśki, Magda, dwudziestoletnia dziewczyna. Próbowała wejść do mieszkania, lecz Aśka nie otworzyła jej drzwi.
-Asia, jesteś tam? Otwórz! -niemal krzyczała Magda.
-Nie! Nie chcę nikogo widzieć! Odejdź stąd! -Aśka już krzyczała resztką sił.
-Co się stało? Co się stało? Otwórz!- Magda nie dawała za wygraną.
-Nic! Odejdź!
W końcu, po nieudanej próbie porozmawiania z sąsiadką, Magda poszła z powrotem do swojego mieszkania. Aśka, wreszcie decydując się na rozmowę z nią, mozolnie otworzyła drzwi. Nikogo już jednak nie było. Magda już poszła. Wtedy dopiero zaczęła płakać. Nie wiadomo po co i dlaczego.
-Chyba najwyższy czas sobie najzwyczajniej trochę popłakać-tłumaczyła w duchu swoje dziwne zachowanie.
Pani Małgosia zdążyła na czas dowieźć syna do szkoły. Sama pojechała na uniwersytet, bo zostało jej pół godziny do pierwszego wykładu. Musiała sobie jeszcze znaleźć czas na ułożenie pytań dla klasy Aśki, bo właśnie dzisiaj mieli oni zapowiedzianą kartkówkę z zasad muzyki. Uczyła tylko ich, więc napisanie dziesięciu pytań nie stanowiło żadnego problemu. Postanowiła, że zajmie się tym w czasie przerwy śniadaniowej. Wiedziała, że to nienajlepszy pomysł, ale musiała napisać te pytania.
Aśka stwierdziła, że musi wyjść na dwór i przewietrzyć się. Czuła się fatalnie. Była rozdrażniona i jakaś wściekła niewiadomo na co i na kogo. Męczył ją ten nastrój. Szła wąską alejką po Parku Tysiąclecia. Wpatrywała się w drzewa, jakby chciała na nich zobaczyć coś dziwnego, innego. W głowie kłębiły jej się dziesiątki myśli. Dobre i złe. Pod koniec spaceru nie potrafiła już powiedzieć, które były dobre, gdyż zmieszały jej się ze złymi i nie wyglądały zbyt ciekawie. Przez to o Karolu myślała jak o jakimś wrogu, przeciwniku, pionku skazanym wyłącznie na wyeliminowanie z gry. Tak też postanowiła zrobić. Nie wtajemniczać go w żadne życiowe i domowe sprawy. Było to jakieś wyjście. Jedynie z panią Literką zmieniło się na pozytywnie. Aśka postanowiła, że pojedzie we wtorek do muzycznej i przeprosi ją za swoje ostatnie zachowanie, niedostosowane do wieku Aśki. Nikt bowiem nie opuszcza zajęć w szkole, którą inni zwą nadobowiązkową (aczkolwiek każdy z młodych ludzi pragnący zostać muzykiem, zagorzale się z tym zdaniem nie zgadza) bez powodu. Ba. Wszyscy starają się chodzić na więcej zajęć, żeby niczego nie stracić, nie być do tyłu z materiałem. Aśka dopiero teraz zrozumiała, co zrobiła i jakie faktycznie mogą być tego konsekwencje. Przypomniała sobie natychmiast o zagrożeniu z zasad muzyki i nerwowym krokiem popędziła do domu. Po drodze zaszła do pani Agaty po książkę Franciszka Wesołowskiego Zasady Muzyki i już w drodze powrotnej zaczęła czytać dział Podstawowe elementy dzieła muzycznego.
Pani Agata, zwana przez młodzież Bemolicą, była kobietą po pięćdziesiątce. Zawsze nosiła ciemne spódnice, zazwyczaj brązowe i w drobne kwiaty. Ze względu na swoją tuszę nosiła szerokie zielone swetry, nawet latem. Aśce zdawało się czasem, że pani Agata nigdy nie zmienia tego swetra na inny, bo im więcej lat ją znała, tym bardziej sweter był skudlony i zaniedbany. Bemolica uczyła gry na skrzypcach. Aśka była jej uczennicą w podstawówce. Wymyśliła z kolegą Danielem przezwisko dla pani Agaty, żeby można było wszędzie o niej rozmawiać swobodnie, bez skrępowania, a, że nie grzeszyła grzecznością, dali jej złośliwą ksywę pochodzącą od bemoli, z którymi rocznik Aśki wyjątkowo nie pojmował na początku swojej edukacji muzycznej. Nie mogli zrozumieć, dlaczego owe bemole obniżają dźwięk i dlaczego tak się nazywają. Stworzyli przez to tak zwaną „teorię bemoli” znaną w całej miejskiej szkole muzycznej. Bemolica mieszkała na peryferiach miasta. Miała duży, zaniedbany i ponury dom z zarośniętym ogrodem. Z daleka wyglądał on jak dzika dżungla, lecz bez ludzi i zwierząt. W rzeczywistości były tam dwa duże owczarki niemieckie i może dlatego, że pani Agata była samotna i nie miała dzieci ani bliskiej rodziny, która odwiedzałaby ją chociaż na święta. Mimo to zawsze dopisywał jej dobry humor. Nieważne, czy ktoś włamał się do domu, czy ukradł samochód…Zawsze była wesoła. Tylko jednej rzeczy pilnowała jak oka w głowie. Skrzypiec. To był najcenniejszy przedmiot, który posiadała, pielęgnowała i chroniła. Zabierała je wszędzie ze sobą. Nawet do warzywniaka na rogu.
Każdy już przyzwyczaił się do jasnobrązowego pokrowca zapinanego na zatrzaski i co najdziwniejsze, ale dobrze świadczące o tutejszych ludziach, nikt nigdy nie powiedział jej, że jest dziwaczką, czy wiedźmą ze strasznym ogrodem. Owszem, dzieciaki czasem straszyły się nawzajem, że kto dostanie jedynkę z matmy, zostanie odesłany przez rodziców do „wiedźmy”. Miały prawo tak myśleć, gdyż często odwiedzali ją „starzy” uczniowie, nawet zdarzało się czasem, że przenocowali noc, czy dwie. A dzieciaki myślały, że to ta „wiedźma” ich zabiera i wypuszcza po paru dniach. Może to i lepiej, że się straszyli, bo Bemolica nie przepadała za małymi dziećmi, które non stop wycierają nos w rękaw i gwiżdżą z palcami w ustach. Nie było to zbyt higieniczne i estetyczne. Lubiła jednak zwierzęta, szczególnie koty, dorosłe i leniwe, czasem fałszywe. Chodziły plotki, że z nimi rozmawia, ale Aśka, trzeźwo patrząca na życie i świat tylko się z tego śmiała.
Zrobiło się ciemno. Aśka siedziała w swoim pokoju nad Zasadami muzyki. Ciężko było nadrobić zaległości z lekcji, na której się nie było i nie wiadomo, jaki był temat. Postanowiła, że przeczyta parę kolejnych, żeby umieć trochę do przodu. Musiała bowiem zabłysnąć przed Literką po tej nieobecności…zaczęła przerzucać kartki jedna po drugiej…
Gdy się obudziła, było po dziewiętnastej. Rodziców jeszcze nie było, w końcu to piątek. Poszła do łazienki, umyła się i pościeliła łóżko. Usiadła do komputera, żeby sprawdzić maile. Były trzy: od Karola, Uli i od Literki. Ten ostatni Aśkę bardzo zdziwił.
-Skąd ona miała mojego maila? Po co go napisała?- te pytania zadawała sobie Aśka w myśli, po czym natychmiast otworzyła skrzynkę. Okazało się, że chciała przekazać Aśce, że we wtorek nie ma zajęć i aby ta nie jechała kawał drogi na darmo. Aśka nagle posmutniała. Bała się, że do piątku, kiedy są następne zajęcia z Literką rozmyśli się i nie przeprosi jej za nieobecność. Jednak wzięła duży oddech i zamknęła skrzynkę nie sprawdzając innych wiadomości, bo wiedziała, co pisze Karol. Na pewno oferuje po raz setny swoją pomocą, której według niej ona nie potrzebowała. Ula mogła napisać tylko to, że Literka była zdziwiona. I to nie byłoby wcale takie dziwne. Martwi się, to normalne. O każdego by się martwiła, jakby chodził na wagary, tym bardziej, że dotychczas świecił wzorem.
-Ula i tak zawsze wszystko wyolbrzymia- powiedziała sobie w duchu Aśka tak, jakby się bała, że ktoś ją usłyszy. A przecież nikogo w domu nie było, oprócz niej. Postanowiła odpisać pani Literce. Otworzyła skrzynkę nadawczą i pisała: „Dobry wieczór! Dziękuję za informację dotyczącą wtorkowych zajęć .Nie będę musiała jechać do szkoły muzycznej na darmo. Pozdrawiam. Joasia. ”Trochę jej ulżyło, że odpisała. Była spokojna i jakaś szczęśliwsza, jakby stało się coś bardzo ważnego.
Pan Paweł Literka właśnie kończył kroić chleb. Co piątek robił kolację, gdyż tylko on był na tyle wcześnie w domu, że mógł zrobić chociaż po dwie kanapki dla siebie, Wojtka i pani Małgosi. Włożył sześć kromek suchego, nieco sczerstwianego, białego pieczywa do chlebaka i wstawił wodę na herbatę. Gdy już czajnik zaczął gwizdać, panu Pawłowi wpadł do głowy pewien pomysł. Postanowił nakryć stół w pokoju, zapalić dwie świece i stworzyć domowy i ciepły nastrój, włączając Dziadka do orzechów. To była ulubiona opera pani Małgosi. Jej mąż wiedział, jak żonie poprawić nastrój pod koniec tego dłużącego się tygodnia, pełnego wrażeń i zaskoczeń. Gdy wyłączył wreszcie piszczący czajnik, który darł się w niebogłosy przez dobre pięć minut, zaparzył jaśminową herbatę. Spokojnie postawił imbryczek na okrągłym stole, po czym włożył przygotowaną już nieco wcześniej pieczeń do piekarnika i usiadł na kanapie czekając na syna i żonę. Zawsze wracali razem, gdyż mały Wojtek kończył zajęcia o tej samej porze i spotykali się na deptaku, przy budkach telefonicznych. Było to dobrze oświetlone miejsce, bezpieczne w razie ewentualnego spóźnienia któregoś z nich.
Nagle rozległ się zgrzyt klucza wsuwanego ostrożnie w zamek drzwi. Pan Paweł ze stoickim spokojem wstał z szarej sofy i zbliżył się do chromowanych drzwi. Czekał, aż dwie cząstki jego rodziny wejdą do przytulnego mieszkania. Drzwi wreszcie się otworzyły. Pierwszy wskoczył rozpromieniony Wojtek i rzucił się ojcu na szyję. Ten dwa razy zakręcił się w kółko z synem i obaj runęli na dywan. Gdy wstali, pan Paweł nie widział nigdzie swojej żony. Był przekonany, że jej nie ma.
-Ej, twardzielu, a gdzie zgubiłeś mamę? -rozweselony zapytał syna.
-Pewnie jest w kuchni, ty mięczaku-odpowiedział równie rozbawiony Wojtek.
-Małgosiuuuu!- krzyknął miło w stronę kuchni pan Paweł.
Pani Małgosia wyszła z kuchni wyraźnie rozweselona.
-Co ci tak wesoło, kochanie?
-Mnie? Nie.. po prostu jestem zaskoczona..
-Nie, nie kończ. Jesteś zaskoczona, że masz takiego wspaniałego męża-dumnie dopowiedział pan Paweł.
-A wiesz? Nigdy bym nie pomyślała, że można zrobić taką wystawną kolację, zaparzyć moją ulubioną herbatę, puścić Czajkowskiego i…
-I co?- zapytał zaciekawiony i dumny pan Paweł.
-I spalić gwóźdź programu- teraz już na dobre pani Małgosia roześmiała się serdecznie i usiadła na kanapę.
-Boże, moja pieczeń! - ocknął się pan Paweł.
-Trochę za późno tato! -Wojtek uśmiechnął się i usiadł obok mamy.
-No cóż synku, będziemy musieli zjeść kanapki-powiedziała rozbawiona pani Małgosia i zawołała męża do stołu.
Panu Pawłowi zupełnie odechciało się jeść. ’Taka plama” powtarzał sobie w duchu cały wieczór.
Zegar wybił jedenastą. Wojtek już spał. Pan Paweł kończył czytać rozdział swojej ulubionej książki (codziennie czytał tylko jeden). Pani Małgosia już kończyła myć talerze po wesołej kolacji. Wytarła ręce i poszła i poszła do pokoju męża sprawdzić pocztę.
-Reklama, reklama, wuj Daniel, pani Katarzyna, dziekan, Joanna…Joanna? Pani Literka przetarła oczy i spojrzała na monitor. Wszystko się zgadzało. Wiadomość była od Joanny. Pani Małgosia zaczęła półgłosem czytać maila : „Dobry wieczór! Dziękuję za informację dotyczącą wtorkowych zajęć. Nie będę musiała jechać do muzycznej na darmo. Pozdrawiam. Joasia.”
-Miło z jej strony , że odpisała-powiedziała do siebie pani Literka i wyłączyła komputer. Nie chciało jej się czytać tych wszystkich „ważnych bzdurek” , bo przecież miała cały weekend na odpowiedź na inne listy. Jednak była przejęta tylko tą jedną wiadomością. To znaczy cieszyła się, ale coś nie dawało jej spokoju. Mimo tego poszła spać. Była okropnie zmęczona sprawdzianem….-właśnie, Asi nie było na sprawdzianie. Co się dzieje? Zajmę się tym jutro. Na razie pora spać.-panią Literkę naprawdę zaczęło to wszystko niepokoić.
Sobota zapowiadała się u Aśki bardzo pracowicie. Cały dzień miała się uczyć z zasad. Czekał ją ciężki tydzień. Na samą myśl o nadchodzącym poniedziałku miała dreszcze. Nie miałaby ich, gdyby coś, cokolwiek wchodziło jej do głowy. Ale jak tu się uczyć, jak za oknem kwitnie już wiosna? Dla Aśki nauka w takich warunkach klimatycznych panujących za jej dużym oknem, przysłonionym cieniutkimi firankami, była wręcz niemożliwa. Nie ciągnęło jej na dwór, bo nie wychodziła nigdy z domu, jak miała zaplanowany dzień. Tym bardziej były to plany dotyczące jej sytuacji kwalifikacyjnej z zasad….tym bardziej musiała zostać w pokoju i uczyć się temat po temacie. I tak, aż do upragnionego końca rozdziału o skalach modalnych i starogreckich. Gdy czytała już ostatnie zdanie rozdziału, dotyczące skali dodekafonicznej, zadzwonił domofon.
-Kto to może być ? W sobotę moi znajomi zwykli siedzieć w parku, a nie w pobliżu mojego obskurnego osiedla- Aśka ospale podniosła się z dywanu, odkładając wszystkie notatki z zasad na biurko. Podeszła do aparatu domofonu i wzięła w dłoń słuchawkę.
-Słucham?
-Dzień dobry Joasiu, tu pani Literka. Możesz otworzyć? -głos w słuchawce przypominał Aśce faktycznie głos pani Literki. Ale nie mogła uwierzyć, że ta przyjechała do niej taki kawał drogi z domu. Miała tak około 40 kilometrów do miejscowości, w której mieszkała Aśka. No i skąd miała adres?
Aśka odruchowo poprawiła rozczochrane włosy i spojrzała w lustro. Nie wyglądała najlepiej. Pod oczami miała wielkie, fioletowe półkola, była blada i niewyraźna. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Zbliżyła dłoń do klamki i otworzyła drzwi. Na korytarzu stała pani Małgosia. Miała na sobie niebieską kurtkę i szalik w niebieskie paski. Wyglądała na równie niewypoczętą i zmęczoną jak jej uczennica. Aśka wpuściła ją do mieszkania.
-Czy są może twoi rodzice?- już w przedpokoju pani Literka podjęła rozmowę.
-Nie…w sumie to dzisiaj będą dopiero wieczorem…szkoda, że nie wiedzieli, że pani przyjedzie…
-Bo nie miałam przyjeżdżać- dokończyła za Aśkę poważnym tonem –Pomyślałam, że coś się dzieje. Ostatnio mało cię widzę na moich zajęciach. Skoro rodziców nie ma, to może my sobie porozmawiamy, co? Mogę wejść?
-Tak….proszę.
Siedziały w pokoju i rozmawiały o szkole. Aśka nawet nie przypuszczała, że jej nauczycielka od kształcenia słuchu i zasad muzyki może być taka sympatyczna i wyrozumiała.
-Wysłałam do pani maila z podziękowaniem za informację o zajęciach.
-Ale niestety nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie przyszłaś…i dalej cię nie widać. Czy możesz mi powiedzieć, co się dzieje?
Aśka nie wiedziała, co powiedzieć. Zrozumiała, że zawiodła swoją nauczycielkę. Chciała coś jej odpowiedzieć. Cokolwiek. Jednak czuła, że żadne słowo nie przejdzie jej przez gardło.
-Asiu, nie musisz mi mówić. Naprawdę. To akurat jestem w stanie zrozumieć. Ale jednej rzeczy nie pojmuję. Dlaczego nie przychodzisz na zajęcia? Chyba nie muszę ci tłumaczyć, czym to grozi, prawda?
- To zaczęło się dawno…-Aśka zdobyła się na odwagę – dawno temu. To znaczy na początku tego roku. Nie chciałam wracać do szkoły muzycznej, ale żal mi było przyjaciół i rodziców, którzy przez całe wakacje wspierali mnie, jak mogli. Poza tym wiem, że żałowałabym swojej decyzji o rezygnacji ze szkoły. Pomyślałam, że spróbuję.
-I tak zrobiłaś….słusznie-pani Literka wsłuchała się w opowieść Aśki i zaczęła głośno myśleć- Przepraszam, mów dalej.
-Gdy przyszłam na rozpoczęcie roku szkolnego, nabrałam ponownie ochoty na naukę. Jednak zaczęły się schody. Na nic nie mam czasu. Moi przyjaciele zapomnieli, że mam poczucie humoru.
-Ale ja nie widzę w tym żadnego problemu- powiedziała z przekonaniem pani Małgosia.
-Jak to? Dlaczego?
- Czy twoi przyjaciele mają telefony?
-Tak, dlaczego?
-Wpadłam na pewien pomysł. Dobry pomysł. Daj mi ich numery. Tylko nie pytaj po co. A ty Asiu idź teraz do sklepu po coś do picia.
-Ale co pani chce zrobić?- Aśka zaczęła się niepokoić.
- O nic się nie bój. Zrób, jak ci powiedziałam. Tylko szybko wracaj. Ja zajmę się resztą mojego planu.
-A kto zostanie w domu? Ja nie mam kluczy. Rodzice mi nie zostawili.
-Nie bój się, ja zostanę. No idź już!
- No dobrze…notesik z ich numerami leży pod telefonem.
Aśka nie wiedziała, co się dzieje i pewnie dlatego poszła do sklepu. Cały czas myślała o tym, co chce zrobić pani Literka. Nerwowym krokiem niemal obiegła sklep. Dorzuciła do koszyka paluszki, krakersy i paczkę ulubionych cukierków swojej nauczycielki
-Tak na wszelki wypadek- pomyślała.
Gdy podeszła już pod swoją klatkę, przez chwilę zawahała się, czy zadzwonić do mieszkania, czy nie. W końcu zadzwoniła. Pani Literka nie odezwała się do słuchawki, tylko wpuściła Aśkę i natychmiast ją odłożyła. Było słuchać, jak słuchawka stuknęła o ścianę. Aśka przestraszyła się. Miała w głowie najgorsze myśli. Z lekką niepewnością otworzyła uchylone drzwi od mieszkania, z którego wręcz emanowała głucha cisza. Aśka była pewna, że nikogo nie ma. Ale przecież ktoś odebrał domofon…kto to był? Weszła do dużego pokoju. To, co ujrzała, przeszło jej najśmielsze oczekiwania.
W przestronnym, pomalowanym na szaro, nowoczesnym pokoju rodziców Aśki, na czerwonej sofie siedziała niemal cała klasa Aśki, a w środku nie kto inny, jak sama pani Literka. Dziewczyna nie wiedziała, co się dzieje. Postanowiła to wyjaśnić.
-Co tu się dzieje? -zapytała się ze zdziwieniem swojej pomysłowej nauczycielki.
-Jak to co? Mówiłaś mi Asiu, że przyjaciele nie pamiętają już, jak się śmiejesz, więc sprowadziłam ich tutaj za pomocą twojego notesiku. Co prawda nie było tam za dużo telefonów z dopiskiem „zadzwonić, jak będzie tylko troszkę wolnego czasu”. Domyśliłam się, że to są właśnie twoi przyjaciele. No i zadzwoniłam po nich. Oni sprowadzili innych, tych, którzy nie mają telefonu. Nie cieszysz się?
-Ja? Ja nie wiem, co powiedzieć…pani jest po prostu…-w tej chwili zapadła niezręczna cisza- wspaniała!- wykrzyknęła Aśka- naprawdę nie wiem, jak mam pani dziękować.
-Po prostu siadaj z nami. Podobno nie rozmawialiście od wieków. Ja idę.
-Ale dokąd? Nie może pani iść, musi pani z nami zostać. Bardzo proszę. W końcu to dzięki pani tu jesteśmy wszyscy razem.
-Ale to wy musicie się nagadać. Wiem z opowieści twoich przyjaciółek, że macie mnóstwo tematów do przedyskutowania.
-Ale nam będzie miło, jeśli pani z nami posiedzi i z nami o nich porozmawia.
-Naprawdę? Nie będę przeszkadzać?
-Proszę zostać- niespodziewanie odezwał się Karol, który niezbyt lubił dorosłych. Miał o nich bardzo dziwne poglądy. Dla niego każdy nauczyciel to naiwny, powiększający dziurę budżetową zjadacz chleba.
-Skoro twoi przyjaciele chcą, zostanę. Ale nie na długo. Musicie sobie pogadać sami, wyjaśnić niektóre sprawy- w tym momencie pani Literka spojrzała na Karola i „puściła mu oczko”. Niestety Aśka to zauważyła. Postanowiła, że po tej sielankowej i wybawczej wizycie pani Małgosi przeprowadzi sobie z nim krótką, lecz treściwą rozmowę. Na razie jednak chciała zapomnieć o wszystkich problemach oraz smutkach, żeby nie zrobić przykrości nauczycielce, która włożyła całe serce w to spotkanie i chciała nacieszyć się na zapas przyjaciółmi, gdyż czuła w głębi serca, że następne spotkanie będzie w nieco mniejszym składzie. Aśka była realistką i nie chciała się oszukiwać. Wiedziała, że niektórzy przyjaciele mają już jej po prostu po dziurki w nosie. I nawet jej to specjalnie nie zmartwiło. Wolała bowiem mieć trzech zaufanych i wiernych przyjaciół, jak piętnastu z „przymusu”. Ale to w końcu pani Literka chciała dobrze. Chciała, żeby Aśka była szczęśliwa.
Pani Literka przez całą wizytę u Aśki była mimo wszystko nieszczęśliwa. Była zawiedziona ,że na początku nie zauważyła problemów uczennicy. Przypomniała sobie jedną lekcję, na której ktoś jej chciał powiedzieć, dlaczego Aśki nie ma. Ona jednak nie chciała tego słuchać. Teraz dopiero zrozumiała swój błąd. Jednak wiedziała, że naprawić ten cały zburzony domek z kart może tylko sama Aśka. A najgorsze było to, że ona nie mogła za nią zdecydować, co robić. Mogła ją tylko na tą drogę naprowadzić, nakierować przez rozmowy, nawet przez maile. Teraz zrozumiała sens tych wszystkich maili od Aśki.
-Próbowała nawiązać ze mną jakiś kontakt, a ja tego nie zauważyłam…dlaczego?- pani Literka zaczęła zastanawiać się, jak pomóc swojej uczennicy. Z rozmyślań wyrwało ją wołanie Aśki.
-Pani Małgosiu! Już wszyscy poszli!- dziewczyna właśnie żegnała się w drzwiach z Karolem, który wychodził ostatni. Aśka, pomimo pozorów stwarzanych na początku spotkania-niespodzianki, była bardzo szczęśliwa. Przynajmniej na razie. Pani Literka wiedziała, jak poprawić uczennicy nastrój, pomimo tego, iż sama nie czuła się najlepiej po nieprzespanej nocy i ponad półgodzinnej jeździe do Aśki. Jednak myśl, że Asia znowu odżyła, przynajmniej w sferze towarzyskiej, pozwalała jej trzymać się na nogach.
Gdy zaczęły zmywać kolorowe kubeczki, pani Małgosia podjęła rozmowę.
-Asiu, powiedz mi, ale szczerze, dlaczego nie przyszłaś wtedy na zajęcia?- to „wtedy” zadźwięczało Aśce w uszach tak bardzo, że upuściła zielony kubeczek, wzdrygnęła się i jednym tchem powiedziała:
-Bałam się…
-Bałaś się? Czego?- pani Małgosia zadała to pytanie bardzo spokojnie
-Bałam się, że pani spyta mnie z zasad, a ja kompletnie nic nie rozumiałam
-To chyba dobrze, że nie przyszłaś, bo faktycznie chciałam cię spytać- obydwie zaśmiały się, a Asia spojrzała na panią Literkę z uśmiechem na ustach-Ale teraz na poważnie. Słuchaj, skoro już tu jestem, to powiedz mi, czego nie rozumiesz…spróbujemy jakoś temu zaradzić.
-Przeczytałam cały rozdział na temat pentatoniki, nawet poszukałam informacji w internecie
-No to w czym problem?- zadając to pytanie pani Małgosia wycierała właśnie ostatni kubeczek
-Ja nic nie rozumiem…wszędzie piszą inaczej, nie mogę się połapać, a wkrótce test końcowy. Sama pani wie-Aśce spłynęła po policzku ogromna łza, a jej słony smak poczuła na ustach
-Na pewno damy sobie radę. Do testu wprawdzie zostało niewiele czasu, bo dwa miesiące, ale nie ma rzeczy niemożliwych. A teraz chodźmy do twojego pokoju. Spróbujemy porozjaśniać troszkę twoje czarne myśli- w tej chwili Aśka poczuła, jak jej nauczycielka od zasad muzyki przesyła jej serdeczny uśmiech. Odwzajemniła jej tym samym.
Siedziały na dywanie już drugą godzinę. Aśka z zeszytem na kolanach, ołówkiem w ręku i gumką, która co chwila miała kontakt z zeszytem w pięciolinię. Pani Literka z pełną cierpliwością dyktowała uczennicy kolejne zadania z podręcznika, którego kartki już były nieco pożółkłe i pachniały nauczycielką.
W końcu po kilku solidnie przepracowanych godzinach, Literka zapytała się o plany na przyszłość, co wybiło Aśkę z zadania, które już kończyła, ale spostrzegła w ostatniej chwili, że na samym początku zrobiła błąd i zrezygnowana odłożyła zeszyt, aby odpocząć.
-Myślę, że na dzisiaj już wystarczy. Dużo nadrobiłaś, ale zaznaczyłam ci w podręczniku to, co jeszcze do końca nie umiesz. Popracuj nad tym i we wtorek po zajęciach podejdź do mnie, to sprawdzimy, czy zapamiętałaś coś z dzisiaj.
-W porządku. Popracuję nad tym jeszcze wieczorem.
-Nie, najlepiej będzie, jeśli już dasz sobie na dziś spokój zasadami. Porządnie się wyśpij, a za zasady weź się jutro. Dobrze?
-Skoro ma to mi pomóc w zapamiętaniu tego wszystkiego, to nie ma sprawy.
Literka spojrzała na zegarek w pokoju Aśki i wyraźnie się poruszyła.
-No, na mnie już czas. Wojtek jest sam w domu bez kluczy, a na pewno umówił się z kolegami.
-Odprowadzę panią na dół.- Aśka szybko wstała i otrzepała się z resztek gumki.
Na dole postała jeszcze dłuższą chwilę po odjeździe pani Małgosi. Przetwarzała sobie wszystkie wiadomości po kilka razy, jakby bała się, że na wietrze, który w sobotnie popołudnie wiał dość mocno, odlecą jej wszystkie świeżo nabyte informacje. Po dwóch kwadransach zaczął padać deszcz, więc Aśka wskoczyła do klatki i pobiegła schodami na drugie piętro, na którym mieszkała. Gdy weszła do mieszkania, usłyszała końcówkę nagrania na automatyczną sekretarkę. Rozpoznała głos Karola: „…zaufaj jej…ona jest naprawdę wporzo…do zobaczenia”. Ta wiadomość wywołała w niej ogromną radość i satysfakcję, bo po dzisiejszej niewątpliwie miłej wizycie Literki wiedziała, że faktycznie może jej zaufać. Postanowiła wykorzystać szansę i pokazać, że potrafi nauczyć się materiału w te dwa miesiące i zdać zasady jak najlepiej. To był jej cel, który miał się zrealizować. Aśka nie wyobrażała sobie innego zakończenia.
Karol wstawał w poniedziałkowy ranek bardzo leniwie. Miał lekcje na dziewiątą, więc postanowił jeszcze trochę pospać, gdyż było parę minut po siódmej. Położył głowę na poduszce i ponownie zasnął. Śniła mu się jego klasa. Rozpoznał w niej prawie wszystkich. Był język polski, siedział z tyłu. Lekcja była ciekawa, o poezji. Zdziwił się, że największa wielbicielka Stachury, Aśka, nie jest aktywna, nie widział jej przy tablicy. Siedziała oschła w swojej ławce. W końcu sam się zgłosił i idąc do tablicy spojrzał na ławkę Aśki, ale jej już nie było…zniknęła. Spojrzał na jej koleżankę z ławki. Płakała tak strasznie, że Karol się wystraszył i szybko odwrócił wzrok. Spojrzał na polonistkę, która właśnie ocierała łzy…cała klasa nagle stała się jakaś blada, niewyraźna…było coraz ciemniej, wszystko powoli zanikało. W końcu ktoś zaczął uderzać jego w plecy i krzyczeć: „Karol! Karol!”
To mama chłopca stała nad łóżkiem i klepała go po plecach. Był cały mokry i rzucał się po łóżku.
-Wstawaj leniu! Wstawaj!- kobieta wyraźnie traciła cierpliwość
-Aśka! Gdzie jest Aśka?- Karol wyskoczył z łóżka blady jak ściana. Jego mama teraz dopiero zauważyła, że chłopak bardzo źle wygląda
-Spokojnie Karolku…miałeś jakiś koszmar. A teraz zapomnij o tym i pędź do szkoły, bo się spóźnisz!
-Ale…-przyjaciel Aśki chciał najwyraźniej podzielić się z kimś swoim snem, ale po chwili zrozumiał, że to nieodpowiednia osoba.
-Nie ma żadnego „ale”. Tym razem nie powiesz mi, że źle się czujesz! Za dobrze cię znam! Tylko masz przez to koszmary! No już! Do szkoły!
Aśka wstała o ósmej. Przez pół godziny czytała o pentatonice. Ucieszyła się, że wszystkie regułki wydają się znajome i bardzo proste do zrozumienia. Gdy w końcu zobaczyła, że na zegarku jest w pół do dziewiątej, przeraziła się i pobiegła w swojej szarej piżamie do kuchni, aby chociaż wypić coś ciepłego przed pójściem do szkoły. Wiedziała, że się spóźni. Pierwszą lekcją na dziewiątą był język polski. Miała to być godzina poświęcona życiu i twórczości Edwarda Stachury. Dzięki niemu polubiła poezję, więc szybko wypiła przygotowaną przez mamę herbatę, wskoczyła w dżinsy i bluzkę. Jej tata tylko zdążył krzyknąć: „Weź coś cieplejszego!”, Aśka wróciła się do pokoju, wzięła czarny, cieplutki sweter i wybiegła z domu. Do szkoły miała blisko. Jedyną przeszkodą była bardzo ruchliwa ulica, bez świateł. Aśka dobiegła do przejścia, spojrzała na zegarek. Była dziewiąta pięć. „Kurczę, już jestem spóźniona”- pomyślała Aśka i wbiegła na ulicę.
Gdy się obudziła, przy łóżku stał lekarz. Wysoki, krępej budowy. Miał brązowe włosy. Aśka jeszcze takich intensywnie brązowych nie widziała. Oczu nie miała szans zobaczyć, bo cały obraz, jaki widziała, był jakiś zamazany. Aśka myślała tylko o włosach. Nic nie czuła. Nie czuła nóg, rąk, żadnego bólu. Ciągle myślała o tym intensywnym, sztucznym, bordowym kolorze…
-Asiu! Asiu!- lekarz pochylił się nad nią i zobaczyła jego piwne oczy-Słyszysz mnie?- jego brązowa czupryna opadła mu na oczy.
-Naturalne, czy farbowane?- zapytała Aśka na poważnie, cieniutkim, zachrypniętym głosem, wskazując na czuprynę doktora. Lekarz wyraźnie był tym pytaniem rozbawiony, co dziewczyna odczytała z jego twarzy.
-Naturalne. Takie włosy miałem od dziecka. I wiesz co? Wszyscy mi ich zazdrościli.
-Wyglądają na farbowane. Ale skoro pan tak mówi…gdzie ja jestem?- Aśka w końcu zorientowała się, że to nie jest jej pokój, tylko jakieś obce pomieszczenie z białymi, kredowymi ścianami. Na dodatek z ledwością mogła oddychać. Miała wrażenie, że jej brzuch zaraz wybuchnie.
-Jesteś w szpitalu. Miałaś wypadek. Pijany kierowca potrącił cię na przejściu dla pieszych. Pamiętasz?
-W szpitalu? Ja nic nie pamiętam! Pamiętam tylko, że byłam spóźniona i…-Aśka mówiła coraz szybciej, słychać było w jej głosie zmęczenie. Lekarz dał za wygraną.
-Dobrze. Spokojnie. Teraz zapomnij o wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło
i porządnie się wyśpij. Sen najlepiej robi na złamane kości.
-Jakie kości? Jakie złamanie?- ostatkami sił wydusiła z siebie pytanie, które ją samą przeraziło. Lekarz stał bezradnie przy łóżku, spojrzał na nią ukradkiem i szybko wyszedł z sali.-Co…co tu się dzieje? Dlaczego nie mogę wiedzieć, co mi jest?- w końcu pogodziła się z tym, że lekarz wyszedł i na pewno nieprędko wróci, więc postanowiła trochę pospać.
Karol siedział przez cały polski jak zaklęty. Patrzył ciągle na drzwi, w których cały czas nie widział Aśki. Nie przyszła. W końcu jego kolega z ławki, Mateusz, odważył zapytać, co się stało.
-Te, koleś, zakochałeś się, czy co?- Mati poszturchnął zamyślonego Karola i żachnął się lekko
-Dlaczego ona nie przyszła?- odpowiedział mu pytaniem na pytanie, ciągle wpatrując się w nieruchomą klamkę.
-Kto?- Mateusz rozejrzał się po klasie i zauważył puste miejsce w trzeciej ławce, gdzie zwykle siedziała Aśka- aa…o nią ci chodzi…zakochałeś się. Wiesz, ja też kiedyś…
-Nie obchodzi mnie, co ty kiedyś!- wykrzyknął Karol, na szczęście polonistka wyszła na moment z klasy i nic nie usłyszała.
-OK. Jak nie, to nie.-Mati już miał się obrazić, ale spróbował jeszcze raz- Chciałem cię tylko pocieszyć. Kiedyś się zjawi i zdążysz jej wyznać miłość- żartobliwie zakończył. Karolowi już puściły nerwy. Zaczął krzyczeć na kolegę tak, że nauczycielka wróciła do klasy, ale nawet tego Karol nie zauważył i wybuchł.
-Słuchaj, koleś! Ja się w niej nie zabujałem! Jeżeli tak myślisz, to jesteś w błędzie! Po prostu martwię się o nią, bo bardzo rzadko opuszcza zajęcia, a jeśli już, to do mnie dzwoni i mnie uprzedza! Wiesz dobrze, że jesteśmy przyjaciółmi! Ty, jako mój najlepszy kumpel, za jakiego cię uważałem do dzisiaj, powinieneś to wiedzieć najlepiej, kapewu?- Karol aż zrobił się purpurowy. Gdy w końcu opanował nerwy, zobaczył nauczycielkę, która tylko popatrzyła się na niego ironicznie. Chłopak, zupełnie nic sobie z tego nie robiąc, powiedział do nauczycielki:
-To nasze sprawy. Żaden z nas nie chce, aby wiedziała o tym nasza wychowawczyni. Z resztą to nie pani interes. Nie będę się tłumaczył. Są inne, istotniejsze rzeczy, którymi nauczyciele powinni się zajmować!
Nauczycielka nie kryła zdziwienia i wstydu, jakim niewątpliwie została obsypana. Gwałtownie zamknęła dziennik i wybiegła z klasy najszybciej jak mogła, rzucając na koniec w stronę chłopaka zrezygnowane spojrzenie. W klasie zapadła grobowa cisza. Słychać było tylko miarowe stukanie palcami o ławkę. To Karol, który dopiero teraz zrozumiał, po co nauczycielka wybiegła. Na jego twarzy pojawiły się rumieńce.
-No i co ty zrobiłeś?- Mateusz przerwał klasową ciszę swoim oburzeniem
-Nic. Może nie wyszło, jak miało wyjść, ale niech mnie nie wkurza tymi minami- Karol nadal był wściekły, ale bez przerwy myślał o przyjaciółce… -„Co miał znaczyć ten sen?”- myślał
-Pewnie poleciała do dyrektorki. Jeżeli mam rację, to już sobie wyobrażam godzinę wychowawczą. Co w ciebie wstąpiło?- chłopak niemal wrzeszczał do przyjaciela.
Karol jak gdyby nigdy nic wstał, spakował starannie swój plecak, zasunął za sobą krzesło i ruszył w stronę drzwi. Na koniec rzekł do klasy:
-Idę do domu. Muszę dowiedzieć się, dlaczego naszej koleżanki nie ma dzisiaj w szkole. Może to i fałszywy alarm, ale chcę być tego pewien. Wczoraj nie otrzymałem żadnej wiadomości, że jej nie będzie więc przypuszczam, że stało się coś niedobrego. Mam nadzieję, że gdy wróci tutaj pani Czarna z panią dyrektor, żeby mnie skarcić, sensownie mnie wytłumaczycie. Czy mogę na was liczyć?- Karol rozejrzał się po klasie i zauważył skinienia głową większości klasy. Uznał więc, że obronią go jak trzeba. Ufał swojej klasie.
-Super. Dzięki, że jesteście tacy fajni. Obiecuję, że dam znać, jak tylko się dowiem, co jest grane. Cześć. –klasa nie zdążyła nawet mu odpowiedzieć. Usłyszeli tylko trzaśnięcie drzwiami. Po chwili wszyscy zapomnieli o Karolu i zaczęli rozmawiać, biegać po klasie, pisać po tablicy i ławkach. Nie zauważyli nawet kiedy weszła dyrekcja.
-Dzień dobry klaso druga de! – pani dyrektor wyglądała na taką, jakby już krzyczała dość długo. W końcu Dagmara, która właśnie wygrała z Dominiką w kółko i krzyżyk ujrzała „Żyletę”. Dała znać o tym klasie skinieniem ręki. To był ich znak umowny, że dzieje się coś ważnego lub ktoś chce coś powiedzieć. Wskazała na drzwi. Wtedy klasa wiedziała, po co ten alarm. Nagle zrobiło się cicho. Tym razem słychać było tylko nerwowe kroki dyrektorki przy tablicy. Wyglądała na taką, która chce coś powiedzieć. Klasa zamilkła.
-Dziękuję. Jak wiecie, sekretariat mamy obok i wszystko słychać.- Popatrzyła w tej chwili na Damiana, który wiedział już, że jego przekleństwa były słyszalne nie tylko w klasie- chciałabym dowiedzieć się, dlaczego pani Katarzyna wybiegła stąd przed kwadransem zalana łzami. Kto mi to wyjaśni?- w klasie nadal panowała niezręczna cisza, ale wyczuwalne było zdenerwowanie, bo nawet brzęcząca od dłuższej chwili mucha przycupnęła na paproci.-Jeżeli przy mnie nie możecie sobie przypomnieć tego, co się stało, z pewnością pomoże wam w tym obecność wychowawczyni. Marta, czy możesz iść po waszą wychowawczyni?- ton jakim mówiła dyrektorka nie był zbyt przyjazny, dlatego też dziewczyna szybko podniosła się z krzesła i wybiegła na korytarz.
Było tam sporo ludzi. Pod klasami siedzieli spóźnieni uczniowie, którzy czekali na następną lekcję, w łazience dziewcząt też było parę osób. Niektóre za potrzebą, ale czuć było dym papierosowy. Musieli słyszeć całą scenę i zapewne widzieli jej finał. Gdy Marta zbliżała się do gabinetu wychowawczyni, usłyszała stłumiony płacz. Natychmiast próbowała zlokalizować źródło. W końcu znalazła swoją polonistkę siedzącą na schodach prowadzących na wyższe piętro, całą zapłakaną. Bardzo chciała z nią porozmawiać, bo domyślała się, co ta teraz przeżywa. Jednak miała iść po swoją wychowawczyni, aby ta skarciła Karola i rozwiązała całą sprawę niewątpliwie boleśnie dla obu stron. Dla całej klasy jak i dla nauczycielki. Oni dostaliby naganę, być może jakiś wpis do arkusza ocen i dzienniczków, a polonistce przysporzyliby wstydu na całą szkołę. Nie za bardzo spodobało się to Marcie. Była mądrą dziewczyną i postanowiła najpierw dowiedzieć się, dlaczego tak naprawdę jej polonistka płacze. Chciała poznać opinię obydwu stron. Podeszła do niej ostrożnie i położyła rękę na ramieniu.
-Przepraszam za Karola. On nie chciał źle. Naprawdę. Jest dzisiaj zdenerwowany, bo mówił, że Aśce, tej z naszej klasy, coś się stało i dlatego dzisiaj nie przyszła. Gdyby nie ta cała sytuacja na pewno nie powiedziałby w ten sposób do pani.-Marta dawała z siebie wszystko. Domyśliła się, że teraz nauczycielce potrzebna jest chwila, żeby sobie wszystko poukładać.- Przepraszam w jego imieniu. A teraz muszę iść, bo przyszła do nas pani dyrektor i kazała mi iść po naszą wychowawczyni.-dziewczyna, zrezygnowana, już miała odejść, ale usłyszała polonistkę.
-Ja się nie gniewam. Po prostu nikt nigdy mnie tak nie poniżył, ale jeśli mówisz, że Karol działał pod presją chwili, gotowa jestem wrócić do klasy.-w jej głosie było słychać ulgę.
-Ale co z panią dyrektor?- Marta przypomniała sobie, dlaczego wyszła z klasy.
-Wrócimy do klasy, i ja, oczywiście z pomocą Karola, wyjaśnię zaistniałą sytuację.-w oczach polonistki zabłysnęły iskierki nadziei.
-Niestety, proszę pani, Karol wyszedł, bo bardzo się zdenerwował tym, co powiedział i pobiegł, zdaje się do Asi.
-Poradzimy sobie. Nie przejmuj się. No, wracajmy już, bo zaraz wyjdzie po nas cała klasowa delegacja- nauczycielka wstała ze schodka i razem ze swoją uczennicą skierowały się do klasy.
Aśka przeglądała właśnie poranną prasę, którą dał jej lekarz. Już wiedziała, że ma złamane dwa żebra i wiedziała też, że to nie jest nic groźnego. Nie na tyle, żeby nie mogła dalej grać, a tego najbardziej się bała. Nie potrafiła sobie wyobrazić nowego życia, bez skrzypiec. -„To byłoby nie do zniesienia”- myślała.
Właśnie kończyła czytać artykuł zatytułowany „Życiowa pasja”. Dzięki niemu zrozumiała, dlaczego nie mogłaby być kimś innym, nie być muzykiem. Usłyszała ciche pukanie we framugę drzwi.
-Proszę?- Aśka cieniutkim i cichym głosem poprosiła do sali swojego gościa. Bardzo się zdziwiła, gdy w drzwiach swojej sali ujrzała Karola-Co ty tutaj…?-chciała dokończyć zdanie, ale wzięła tylko głęboki oddech, gdyż miała właśnie teraz z tą czynnością największe problemy.
-Nic nie mów. Dowiedziałem się o wszystkim od twoich rodziców. Wiedzą już o wypadku. Obiecali, że wpadną, jak tylko skończą pracę. Wiesz, jak im na niej zależy. Na razie masz od nich pozdrowienia. Jak się czujesz?
-Nijak. Bolą mnie płuca, ciężko mi się oddycha. Na szczęście przekupiłam lekarza cukierkiem, żeby ściągnął mi maskę z tlenem. A jak w szkole? Jakim cudem cię zwolnili?
-Nikt mnie nie zwolnił. Pewnie teraz jest w szkole zadyma, ale nie mówmy teraz o tym. Szkoda gadać. Ważne, że wiedziałem, gdzie cię szukać.
-No właśnie…skąd wiedziałeś…gdzie…ja jestem?- Aśka z trudnością cedziła wyrazy. Była już zmęczona, ale nie dawała po sobie poznać.
-Powiedzmy, że miałem proroczy sen. Teraz muszę już iść. Pewnie dzwonili już ze szkoły.-Karol szybko zwrócił się ku wyjściu. Aśka jednak zatrzymała go.
-Poczekaj…-słabym głosem rzuciła w stronę Karola. Usłyszał. Odwrócił się w kierunku łóżka koleżanki.-Obiecaj, że gdy przyjdziesz następny raz, opowiesz mi, co zmalowałeś.-Karol nieznacznie przytaknął, po czym spuścił głowę i wychodząc, starannie zamknął za sobą drzwi.
Aśka przewróciła się na lewy bok i próbowała zasnąć. Jednak wizyta kolegi nie dawała jej zmrużyć oczu. Pomyślała o mamie, tacie, którzy na pewno bardzo boją się o nią, ale ostry szef nie chce ich wypuścić wcześniej.
-Biedna mama-powiedziała sama do siebie i zamknęła oczy.
W gabinecie polonistycznym panowała całkowita cisza. Od czasu do czasu było tylko słychać chrząknięcie zniecierpliwionej dyrektorki. Gdy ta już zbliżała się do drzwi, aby zajrzeć, gdzie zginęła Marta, dziewczynka weszła do klasy z zapłakaną polonistką.
-A to co? Nauczyciele ci się pomylili Martusiu?- dyrekcja była wyraźnie zdziwiona- Miała przecież przyjść pani Barbara.
-Tak, ja wiem, ale…-Marta nie wiedziała, co powiedzieć. Polonistka sama postanowiła dokończyć
-Ale przyszłam ja, żeby wyjaśnić wszystko bez wychowawcy, gdyż uważam, że to niepotrzebne, tak jak moje wyjście z gabinetu i pozostawienie klasy bez opieki.
-Dobrze, że chociaż rozumie pani swój błąd. Udowodniła mi pani tym zdaniem, że można pani zaufać. Zostawię was samych. Proszę samej porozumieć się z klasą. Zakładam, że sobie pani poradzi. Czy mam rację?- dyrektorka zdawała się być nieugięta w dyskusji.
-Tak, oczywiście pani dyrektor- nauczycielka zdawała się mówić prawdę, jakby faktycznie sama chciała się uporać z klasą.
Dyrektorka wyszła z kamienną twarzą. Polonistka wzięła głęboki oddech.
-Chciałam wam teraz powiedzieć, jak się czuję, ale podejrzewam, że do części i tak by to nie dotarło, a pozostali, tacy jak wasza koleżanka Marta, dzięki której zmieniłam o was zdanie, na lepsze, wiedzą, co przeżywałam, wychodząc z klasy. Mam nadzieję, że zapamiętacie sobie dzisiejszą historię i będziecie takich sytuacji unikać do końca życia. A z Karolem porozmawiam osobiście. Zachował się arogancko nie tylko w stosunku do mnie, ale i Mateusza, no i nie fair do całej klasy, zostawiając was samych z jego problemem i naszą dyrekcją. Wiem, -w tym momencie spojrzała na Martę-że nie chciał źle, ale stało się, jak się stało. Nawarzył piwa i teraz sam musi je wypić. A niewątpliwie będzie to bardzo gorzkie piwo.
Teraz to Mateusz cały czas był jakiś nieobecny. Myślał o Karolu i o tym, czy znalazł Aśkę. Usłyszał tylko ostatnie zdanie nauczycielki i żeby nie zauważyła jego „odpływu”, postanowił zakończyć przemowę polonistki.
-Gorzkie jak „Dębowe Mocne”, długo warzone!- w tym momencie cała klasa wybuchła śmiechem. Nawet pani Kasia, która ze smutkiem mówiła do klasy o całym zdarzeniu, popłakała się ze śmiechu. Zadzwonił dzwonek na przerwę.
-Dziękuję wam za pouczającą lekcję. Do widzenia.- polonistka zakończyła lekcję tak, jak zawsze. Zamknęła dziennik i otworzyła drzwi, którymi klasa Aśki „wysypała się” na przerwę. -„Co za wspaniała, zgrana klasa”- pomyślała, zamykając drzwi.
Karol wyszedł ze szpitala bardzo zły na siebie i na to, co stało się Aśce. Ale teraz już było za późno. Teraz to tylko mógł mówić do siebie „dlaczego mnie tam nie było” itp. Jednak życie musi toczyć się dalej. Postanowił nie wracać do szkoły. Pobiegł do domu, aby zadzwonić do Literki. Tylko ona nie wiedziała, że coś się stało.
W domu nikogo nie zastał. Pomyślał, że może to i lepiej, bo będzie mógł spokojnie powiedzieć o wszystkim, co czuł o wypadku, jak się zachował w szkole i o tym, jak odwiedził Aśkę jako pierwszy i na razie jako jedyny. Postanowił po telefonie do nauczycielki zadzwonić do mamy. Tak normalnie zadzwoniłby do ojca, ale ten odszedł od nich dwa lata temu. Od tamtej pory starał się nie żalić mamie, bo wiedział, że ona i tak bardzo przeżyła całe rozstanie, dzielnie przebrnęła przez sprawę rozwodową i od tamtego czasu zamknęła się w sobie, a sam Karol nie robił nic, aby nawiązać z mamą kontakt, czuł jednak, że od tego wypadku nie tylko zmieni się życie u Aśki, ale i u nich. Aśki mama pewnie zrezygnuje z pracy, żeby być z nią w domu na czas rekonwalescencji, a ojciec zacznie w końcu interesować się jej życiem. Może nie tak dogłębnie, ale chociaż pozna jej przyjaciół i postara „złapać” z córką jakikolwiek kontakt. Mama Karola natomiast zacznie w końcu zajmować się synem, a nie tylko i wyłącznie pracą.
Chwycił za telefon, podniósł słuchawkę i wykręcił numer na uczelnię, gdzie wykładała Literka…na początku było zajęte, ale Karol czekał cierpliwie. W końcu linia zwolniła się. Usłyszał głos sekretarki.
-Uniwersytet, w czym mogę pomóc?
-Dzień dobry. Chciałbym połączyć się z doktor Małgorzatą Literką.
-Chwileczkę, proszę czekać…łączę-Karolowi przyspieszył puls. Cały trząsł się na myśl, o czym ma opowiedzieć. Chciał odłożyć słuchawkę, aż nagle usłyszał znajomy, ciepły głos.
-Małgorzata Literka, słucham?
-Dzień…do…bry pani Małgosiu…-nieśmiało zaczął-z tej strony Karol Sinowicz. Nie wiem, czy mnie pani pamięta…kolega Joasi.
-Ach, to ty Karolku. Jasne, że cię pamiętam. Przecież sama zapraszałam cię do niej na spotkanie. W jakiej sprawie dzwonisz?
-To jest właśnie cały problem. Chciałem pani powiedzieć, że dzisiaj rano Asia miała wypadek. Potrącił ją na przejściu dla pieszych pijany kierowca. Ma złamane dwa żebra.
-Boże! Nie mogę uwierzyć! W jakim szpitalu leży?
-W naszym miasteczku, taki duży budynek z czerwonych cegieł.
-Wiesz co? I tak nie trafię. Dlaczego nie jesteś w szkole?
-y…zwolniłem się, żeby zadzwonić do pani.
-I nie wracasz już?
-Dzisiaj raczej nie, a dlaczego?
-Zróbmy tak. Za pół godziny bądź przy tym pomniku powstańców na samym początku miasta. Stamtąd pojedziemy razem do szpitala. Dobrze?
-Dobrze, proszę pani. Za pół godziny przy pomniku. Za ten czas skoczę do sklepu i kupię jakiś sok i coś słodkiego.
-Ja postaram się o owoce. Muszę kończyć Karolku. W takim razie do zobaczenia.
-Do widzenia…
Karol odłożył słuchawkę i wstał z kanapy. -„Do mamy zadzwonię z komórki”- pomyślał, zabrał ze swojego pokoju dziesięć złotych odłożonych na kartę doładowującą POP i pobiegł z domu prosto do najbliższego osiedlowego sklepiku.
Pani Literka właśnie wychodziła z gabinetu 307, gdzie na co dzień pracowała. Znowu cały czas myślała o Aśce. Nie mogła sobie wyobrazić, jak mogło dojść do wypadku, o którym opowiadał jej Karol. Przy wyjściu z uczelni zajrzała do studenckiego sklepiku ze słodyczami.
-Dzień dobry pani profesor. Co podać?- sprzedawczyni wydawała się na pierwszy rzut oka bardzo sympatyczna. Ufny wyraz twarzy i spokojne, szare oczy budziły sympatię.
-Dzień dobry, pani Miro. Ma może pani jakieś owoce?
-Hmm…owoce…chyba coś jeszcze zostało- kobieta kucnęła zaglądając pod ladę. –Są jeszcze dwie pomarańcze i jabłko.
-A świeże?- widać było, że Literce bardzo się spieszy.
-Tak, dzisiaj przywiezione ze straganu.-odparła kobieta
-Więc poproszę je wszystkie. Oby szybko.
-Już się robi- pani Mirka pospiesznie wrzuciła wszystkie owoce do jednorazówki i wręczyła je nauczycielce.-sześć złotych
-Proszę- Literka prawie rzuciła pieniądze i szybko wyszła z budynku.
Wjechała samochodem do miasta Aśki. Przy pomniku ujrzała Karola, który do niej machał i zjechała na pobocze, aby wsiadł, tak jak się umówili.
-Przepraszam, że tak długo to trwało.-Literka od razu zaczęła rozmowę.
-Nic nie szkodzi. Na szczęście nie jest zimno i czekanie nie było nudne. Ale teraz jedźmy, bo jeszcze jakaś koleżanka mamy zobaczy, że nie ma mnie w szkole.
-Przecież mówiłeś mi, że się zwolniłeś.
-Kłamałem…kłamałem, ale dla dobra Aśki.
-No dobrze. Nie tłumacz się tak, tylko mów, gdzie jest twoja szkoła.-pani Literka miała teraz taką minę, jaką miała całkiem niedawno, organizując spotkanie u Aśki. Niestety Karol tej miny jeszcze nie widział.
-Szkoła? Ale po co?
-No chyba ktoś musi cię usprawiedliwić. Jeżeli nie twoja mama, to muszę to zrobić ja, bo nie daj Boże w szpitalu natkniemy się na wychowawcę.
-To niemożliwe. Nikt jeszcze nie wie o wypadku oprócz nas i rodziców Asi.
-Ale na wszelki wypadek pojedź do szpitala z czystym sumieniem. Jeżeli dla ciebie to nic nie znaczy, pomyśl o chorej Asi, która leży sama, nikt nie wie, co jej się stało i dlatego nikt jej nie odwiedza. To samolubne, że idziemy tylko my. Trzeba o całym wypadku opowiedzieć wychowawczyni, która porozmawia z twoją klasą. My za ten czas u niej posiedzimy. Dobrze?
-Gdyby to powiedziała moja mama, z pewnością bym się nie posłuchał. Ale jeżeli pani tak uważa i tak mówi, zrobię to. Jedźmy do gimnazjum!- Karol chyba podjął trafną decyzję, bo Literka lekko się uśmiechnęła, ale zaniepokoiło ją wypowiedziane przez niego pierwsze zdanie. -„Ale to nie moja sprawa. To, że nie układa się między nimi, nie oznacza, że od razu mam się martwić. Teraz najważniejsza jest Asia.”- myślała całą drogę.
Po pięciu minutach byli na miejscu. Przed nauczycielką rozciągała się wielka szkoła, podobna do tysiąca innych. Szara, z bliźniaczymi oknami i szarymi firankami z identycznymi wzorami wyglądała bardzo ponuro. W niektórych oknach widać było na wpół naciągnięte rolety, co trochę odejmowało monotonię budynkowi. Literka zwróciła się do Karola, który wyraźnie zbladł na widok swojej szkoły:
-Poczekaj tutaj na mnie. Zaraz wracam. Wskoczę tylko do sekretariatu i powiem pani dyrektor, co się stało i postaram się usprawiedliwić jakoś twoją ucieczkę. Będę najdłużej za kwadrans. Potem pojedziemy już prosto do szpitala, dobrze?
-Dobrze. Poczekam. A czy mogę włączyć sobie radio? Inaczej się zanudzę…
-Ależ oczywiście. Trzeba było powiedzieć wcześniej, bo zupełnie zapomniałam.
-Nic się nie stało.
Pani Małgosia włączyła radio i poszła w stronę drzwi wejściowych gimnazjum. Karol wodził za nią oczami, dopóki nie weszła do budynku. Nie mógł uwierzyć, jak dużo jedna osoba może zmienić w życiu przez tak krótki czas.
Na szkolnym korytarzu było pusto. Literka domyśliła się, że lekcje jeszcze trwają, a co za tym idzie, dyrekcja jest w gabinecie i nie ma interesantów, którzy przeszkadzaliby w załatwieniu sprawy, z którą przyszła. Na końcu parteru natknęła się na dwóch dyżurnych, których spytała o sekretariat. Jeden z nich postanowił ją zaprowadzić, żeby na pewno trafiła. Gdy już dotarli do sekretariatu, pomyślała, że to dobrze, że dyżurny poszedł z nią, bo w tej plątaninie korytarzy szukałaby dyrekcji znacznie dłużej. Podziękowała więc za doprowadzenie pod same drzwi i weszła do środka. Od razu rzuciło się jej w oczy jasne, małe pomieszczenie z bladymi ścianami. Za biurkiem siedziała młoda kobieta z identyfikatorem na piersi. Była wpatrzona w monitor i wyglądała na zajętą. Nie zauważyła, jak Literka weszła do sekretariatu. Nauczycielka chrząknęła, a młoda kobieta gwałtownie oderwała wzrok od komputera:
-Dzień dobry. W czym mogę pomóc?
-Dzień dobry. Szukam pani dyrektor gimnazjum.
-Czy była pani umówiona?
-Niestety, a trzeba się umawiać na rozmowę?
-Nie. Oczywiście, że nie. Gabinet jest drzwi dalej.
-Dziękuję.-grzecznie zakończyła rozmowę i wyszła.
Po prawej stronie ujrzała drzwi jak wszystkie inne na korytarzu, tyle, że z tabliczką 35.
-„Niby jak miałabym sama trafić do gabinetu?”- pomyślała i zapukała trzy razy. Nie usłyszała odpowiedzi, więc postanowiła nacisnąć klamkę. Weszła do środka. Gabinet był przytulny. Nie miał kredowych ścian, co w Literce wywołało radość. Na samym środku stało duże biurko, zarzucone papierami. Spod jednej kartki wystawał kawałek aparatu telefonicznego. Jednak w całym pomieszczeniu nie było nikogo. Z nudów zaczęła oglądać dyplomy, którymi zajęta była główna, najbardziej widoczna już od wejścia ściana. W pewnym momencie weszła do środka wysoka, smukła kobieta z kasztanowymi włosami i ciemnymi oczami. Ubrana była tak, jak każdy urzędnik. Czarna garsonka i wystający spod niej biały kołnierzyk.
-Dzień…dobry- kobieta zdziwiła się na widok Literki.- O co chodzi?
-Przepraszam, że weszłam sama, ale nikt nie odpowiadał, gdy pukałam. Nazywam się Małgorzata Literka. Uczę w szkole muzycznej, do której uczęszcza wasza uczennica, Joanna Murań.
-Witam. Alicja Budna, dyrektor gimnazjum. Szczerze mówiąc liczyłam na wizytę kogoś z drugiej szkoły Asi. Mamy z nią ostatnio niemałe problemy. Proszę usiąść -dyrektorka wskazała na fotel przy okrągłym stoliku. Sama usiadła przy biurku i ogarnęła trochę leżące na nim dokumenty, spod których „wynurzył się” już cały telefon. Po chwili ciszy zapytała się Literki- A więc co panią tu sprowadza?
-Nie przyjechałam sama. W moim samochodzie siedzi Karol Sinowicz, kolega z klasy Asi. Chciałam usprawiedliwić jego dzisiejszą ucieczkę. Spowodowana jest tym, że Asia, o której cały czas mowa, miała dziś rano wypadek samochodowy i obecnie leży w miejskim szpitalu.
-Wypadek? Nic o tym nie wiedziałam. Dobrze. Usprawiedliwię go. Całe szczęście, że powiedziała mi pani, gdzie on jest, bo rano narobił w szkole niezłego zamieszania. Ale już w porządku. Dziękuję za informację. A jak się czuje Joanna?
-Dopiero jadę do szpitala i spróbuję się dowiedzieć czegoś od lekarzy. Na razie wiem tylko od Karola, że Asia czuje się dobrze. Był u niej od razu po tym, jak uciekł ze szkoły.
-Aha. To w takim razie mam do pani prośbę, jeśli można.
-Proszę.
-Czy w drodze powrotnej mogłaby pani zajechać do mnie do gabinetu i powiedzieć co z nią?
-Oczywiście. Tylko chciałabym wrócić do początku naszej rozmowy…
-Tak?- w głosie dyrektorki słychać było niepokój
-Mówiła pani, że od dawna czeka na kogoś ze szkoły muzycznej.
-Istotnie. Chciałabym się zapytać, czy Asia chodzi na zajęcia regularnie. Po prostu nie mówi mi, jak jej tam idzie i czy jej się tam podoba, więc po prostu pytam.
-Rzeczywiście ostatnio zdarzyła jej się jedna wpadka, kiedy pojechała do domu, ale podejrzewam, że po prostu była przemęczona. Dwie szkoły to jednak duży stres dla młodego człowieka. Nieustanne kartkówki, sprawdziany i egzaminy…ale już jest dobrze. Razem uporałyśmy się z tym problemem. Mam jeszcze jedną małą prośbę do pani, a właściwie do nauczycieli, którzy ją uczą.
-Przekażę, a w czym problem?
-Żeby do połowy czerwca nie była odpytywana z trudnych dla niej przedmiotów, bo właśnie do tego czasu ma ważne egzaminy w szkole muzycznej. Mogę liczyć na przychylność ze strony grona?
-Postaram załatwić tą sprawę, jeśli to dla pani takie istotne.
-Byłabym wdzięczna. Wiem, jak ona już teraz przeżywa te egzaminy, chociaż zostały jeszcze dwa miesiące, które zapewne wykorzysta maksymalnie na powtórki. Dziękuję za rozmowę. Do widzenia.-Literka wstała z fotela i wyszła.
-Do zobaczenia…-powiedziała pani dyrektor już tylko do ścian.
Szła spokojnie, uważając, aby nie zabłądzić. Wiedziała, że przekroczyła obiecany kwadrans. Chciała już wyjść z budynku, gdy zobaczyła kobietę średniego wzrostu, z dziennikiem pod pachą, zadbaną, ale smutną. Pomyślała, że może to jest wychowawczyni Aśki i Karola, więc postanowiła podejść i porozmawiać.
-Dzień dobry. Nazywam się Małgorzata Literka. Jestem nauczycielką Asi w szkole muzycznej. Gdy panią zobaczyłam to pomyślałam, że może jest pani jej…
-Jej wychowawczynią- oznajmiła ze spokojem kobieta- nie wiem, jak to pani zrobiła, ale musi mieć pani doskonałą intuicję. Tak, to ja.
-Miło mi. Mam do pani jedno pytanie. Czy Joasia ostatnio opuszcza jakieś zajęcia? Chodzi mi o pojedyncze godziny, szczególnie pierwsze i ostatnie.
-Zaraz zobaczę. Akurat mam ze sobą nasz dziennik, bo właśnie miałam zamiar zanieść go do gabinetu pani dyrektor, bo ma do mnie ważną sprawę. Ja niestety muszę jej zgłosić zaginięcie jednego z moich wychowanków.
-Jeśli chodzi o Karola, to proszę się nie martwić. Jest chwilowo pod moją opieką, ale teraz pani wszystkiego nie opowiem, bo się spieszę.
-Boże, jak dobrze, że panią spotkałam. Dziękuję za wiadomość. Co do nieobecności- nauczycielka otworzyła dziennik lekcyjny i zaczęła przerzucać kartki.-Całe szczęście zdarzyło jej się to tylko raz, dzisiaj. Nie przyszła w ogóle do szkoły.
-Aha. Dziękuję. Do widzenia.
-Do zobaczenia- odparła wychowawczyni Aśki i poszła w kierunku sekretariatu.
Gdy Literka weszła do samochodu, Karol poruszył się zniecierpliwiony.
- No, to jedziemy!- powiedziała i przekręciła klucz w stacyjce.
Do szpitala dojechali szybko. Obydwu się spieszyło. Literka chciała wreszcie ujrzeć swoją uczennicę, a Karol po prostu z nią pobyć. Nie chciał z nią rozmawiać przy nauczycielce, bo nie wiedział, że ona i tak wie już prawie wszystko. Postanowił milczeć
Już od progu czuć było specyficzny, szpitalny zapach, chwilowo wymieszany z wonią szpitalnego obiadu, którego pora się zbliżała, bo było przed czternastą. Karol bez problemu odnalazł salę, na której leżała przyjaciółka.
-Niech pani wejdzie pierwsza, ja dojdę później. Chcę, żeby najpierw porozmawiała z panią sama. Ona ma chyba jakiś kłopot. Jest taka smutna.
-Wiesz co? Wejdźmy razem. Razem jest raźniej. Później ty na chwilkę zostaniesz w sali z Asią, a ja pójdę do lekarza, dowiedzieć się czegoś więcej o jej stanie zdrowia i spytam się, kiedy wyjdzie, dobrze?
-Skoro pani tak uważa…dobrze-Karol nieznacznie uśmiechnął się w stronę Literki i razem weszli do sali nr 185, gdzie przy oknie, na szpitalnym łóżku leżała Asia. Karol zobaczył, że Aśka płacze. Zwrócił się do nauczycielki:
-Proszę z nią porozmawiać. Ja pójdę do domu. Jej na pewno przyda się rozmowa z panią sam na sam, a ja i tak ją odwiedzę. Jak nie dziś, to jutro. Naprawdę.
-Jeśli chcesz…może rzeczywiście masz rację. W takim razie dziękuję za to, że mnie tutaj pokierowałeś i, że cierpliwie czekałeś pod szkołą. A propos. Wszystko załatwione. O nic się nie martw. Do widzenia.
-Do widzenia…-szeptem odpowiedział Karol i poszedł do wyjścia. Literka podeszła do łóżka. Aśka na sali leżała sama, dlatego usłyszała czyjeś kroki. Skoro leżała sama, to musiał być ktoś do niej. Usłyszała szpilki. Myślała, że to może mamę szef wypuścił szybciej, żeby mogła ją odwiedzić. Na samą myśl o mamie Aśka odwróciła głowę. Jednak ujrzała osobę, której się tu w ogóle nie spodziewała. Literka zauważyła rozczarowanie dziewczyny i postanowiła zacząć:
-Czy można?- z charakterystycznym dla niej uśmiechem podjęła rozmowę.
-Jasne…-powiedziała słabym głosem Aśka
-Pokierował mnie tutaj Karol. Gdyby nie on, nikt nie wiedziałby o wypadku. Natychmiast do mnie zadzwonił, gdy tylko wrócił od ciebie i przyjechałam, jak tylko mogłam. Jak się czujesz?
-Ciężko mi się oddycha, ale poza tym wszystko w porządku.
-Przyniosłam ci coś do czytania…chcesz?- Literka podejrzliwie spojrzała na uczennicę.
-Chętnie, a co pani ma?
-Coś w sam raz dla ciebie. Pomyślałam, że skoro leżysz, to i tak nie możesz grać, ale możesz czytać. Połączyłam przyjemność czytania z pożytecznym i wyszły mi…
-Zasady!- Aśka trafiła, bo obydwie zanosiły się od śmiechu, tyle, że Aśka śmiała się troszkę ciszej i słabiej.
-Tak. Proszę. Przynajmniej nie zmarnujesz tego wolnego czasu.
-Nie ma sprawy. Przy okazji chciałam podziękować pani za to, że wtedy tyle pani ze mną posiedziała przy książkach. Dzięki temu chyba zrozumiałam, o co chodzi z grupowaniem.
-No i całe szczęście.-odparła Literka i uśmiechnęła się.
Rozmawiały już ze dwie godziny. Aśka zjadła obiad, na podwieczorek owoce od pani Małgosi, którymi zajadały się obydwie, dużo się przy tym śmiejąc. Opowiadały sobie różne śmieszne historie, przez które Aśka zapomniała, że jest w szpitalu i że płakała dlatego, że bała się, że przez pobyt w szpitalu nie będzie mogła uczyć się zasad. Jednak Literka wyratowała ją i dała do czytania to, co Aśka w głębi duszy pragnęła czytać i czerpać z tego wiedzę, jak nigdy dotąd. Przez ten wypadek, a może i dzięki niemu zrozumiała, że ma jeszcze tyle czasu, że spokojnie doczyta Wesołowskiego do końca i pojmie wreszcie zasady muzyki. Ale podczas wizyty nauczycielki starała nie myśleć o nauce, ale porozmawiać spokojnie na różne tematy. Dla Literki owa wizyta była jedną z nielicznych szans na dowiedzenie się czegoś o Aśce, ale i wybadanie, dlaczego opuściła zajęcia tego feralnego dla wszystkich dnia…ciepłego popołudnia…
Pani Małgosia właśnie dojeżdżała do domu. Była w fatalnym stanie. Łzy kapały jej jak niedokręcony kurek z wodą. Łykała je jedna po drugiej. Za całą sprawę obwiniała siebie. -„Po co ja poszłam do tego szpitala?, po co rozmawiałam z lekarzem?, po co jechałam do tej szkoły?”- w duszy zadawała sobie mnóstwo pytań. Istotnie, w szpitalu, podczas rozmowy. Literka dowiedziała się jednej rzeczy, której najbardziej się obawiała. Mianowicie tego, że Aśka była już doszczętnie zniszczona psychicznie. Zniszczył ją ciągły stres i niepewność o jutro. Do tego lekarz wspomniał o nadopiekuńczych rodzicach, którzy niewątpliwie byli winni. Za każdą złą ocenę ojciec karcił ją, a bezsilna matka w takich momentach wpadała w długotrwałe depresje. Jednak w zewnątrz byli rodziną na medal. Tak przynajmniej powiedziała Literce dyrektorka, do której zajechała według obietnicy, w drodze powrotnej. Tam dowiedziała się reszty. Usłyszała, że Aśka nieustannie przeżywa każdy sprawdzian w muzycznej, każdy egzamin. Chyba była za wrażliwa na nieustające wrażenia, którymi aż kipiały obydwie szkoły. Nauczycielka całą drogę myślała, jak pomóc swojej uczennicy. Czuła się w jakiś sposób za nią odpowiedzialna. Teraz cieszyła się, że za dwa miesiące będzie ten egzamin i Aśka w końcu odetchnie. Jeśli go w ogóle zda… „Trzeba wierzyć. Trzeba wierzyć. Asiu, teraz wszystko w twoich rękach…”-półgłosem powtarzała sobie zapłakana Literka.
***
Zbliżała się data egzaminu. Minął już pierwszy tydzień czerwca, a egzamin wyznaczono na 14. W „muzycznej” klasie Aśki czuć było poddenerwowanie wymieszane z entuzjazmem, który niewątpliwie wyklaruje się po teście. Wszyscy już byli obkuci. Aśka wyszła ze szpitala, była w dobrej formie. Literce wydawało się nawet, że jest jakaś weselsza i pewniejsza siebie. Tętniło z niej życie. Cieszyła się, bo czuła, że umie. Rozumiała wszystko. Wiedziała, że gdyby nie ten wypadek i miesięczny pobyt w szpitalu, na pewno nie umiałaby wszystkiego już tydzień przed. Teraz mogła się skupić na gimnazjum, bo tam było nieco gorzej. Zapowiadały się dwie tróje. Z matematyki i chemii. Mimo tego postanowiła się nie rozkojarzyć tuż przed najważniejszą dla niej w tym roku rzeczą, upragnionym celem. Postanowiła, że wzory skróconego mnożenia wbije sobie do głowy dzień po egzaminie. Przecież stężenia procentowe mogą poczekać. W końcu to tylko tydzień…
Nie pozwoliłaby sobie na to, gdyby nie rozmowa z dyrektorką, która dobrowolnie zgodziła się zwolnić Aśkę z pytania do połowy czerwca. -„Całe szczęście, że test jest 14. Akurat połowa miesiąca”- myślała dziewczyna.
Karol przybiegł ze szkoły wyczerpany. O dziwo zastał w domu mamę.
-Cześć-krzyknął
-A cześć synku. Jak tam w szkole?
-Dobrze.
-A jak czuje się Asia? Doszła do siebie po wypadku?
-Mamo, wypadek był dawno temu. Aśce zostały już tylko złe wspomnienia. Poza tym czuje się doskonale. Teraz musi dużo się uczyć, bo za tydzień ma jakiś ważny egzamin.
-To dobrze, że już jest w porządku. Wiesz, tak sobie ostatnio myślałam, że w ogóle nie mamy ze sobą kontaktu…
-Jak to nie? Przecież mamy komórki- Karol był wyraźnie zdziwiony tematem, jaki podjęła jego mama.
-Tak- kobieta delikatnie się zaśmiała-ale nie o taki kontakt mi chodzi. Chodzi o to, że w ogóle nie mówisz mi o swoich problemach. Trochę mnie to martwi
-Mamo-mówiąc to przysiadł się do niej i mocno przytulił-ja po prostu nie mam problemów, a drobiazgami nie będę ci głowy zawracać. Naprawdę, wszystko gra. Nie martw się.
-Kocham cię Karolku-matka z ulgą odetchnęła i pogłaskała syna po głowie
-Ja ciebie też, mamo.
Aśka siedziała nad zasadami muzyki. Uważała, że nauki nigdy nie za dużo. Powtórek z resztą też. Usłyszała dźwięk telefonu. Szybko pobiegła do pustego, jak zawsze, pokoju rodziców i podniosła słuchawkę.
-Halo?
-Cześć Aśka, tu Daria. Słuchaj, mam dwie złe wiadomości.
-No mów.-odparła
-Pierwsza to taka, że przełożyli nam test z zasad.
-Co? Na kiedy?
-No właśnie…na jutro.
-Skąd wiesz?!- Aśka się zdenerwowała- pewnie to jakieś plotki.
-Gdybym sama tego nie zobaczyła, nie mówiłabym ci. Niestety, wywiesili kartkę i dzisiaj ją przeczytałam, jak byłam na lekcji fortepianu.
-To niedobrze. A ta druga?
-Druga to taka, że za dwie godziny mamy ostatnie zajęcia powtórkowe z zasad i mają przybyć na nie wszyscy, całe dwie grupy. To też wyczytałam z tamtej kartki.
-Boże, niedobrze. Mimo tego spróbuję się jakoś dostać na te zajęcia. Może będzie jakiś autobus…dzięki za wiadomość. Pa
-Nie ma za co. Do zobaczenia.
Aśka w głębi duszy cieszyła się na ten jutrzejszy test, bo szybciej skończy się stres. Z drugiej strony to właśnie on teraz nią zawładnął. Pośpiesznie wrzuciła podręcznik Wesołowskiego i zeszyt w pięciolinię do swojej torby. Dorzuciła jeszcze ołówek i gumkę, po czym wybiegła z domu na przystanek autobusowy. Trafiła idealnie. Gdy doszła na miejsce, pod czerwoną budkę podjechał autobus. Sprawdziła tylko, czy wzięła bilet miesięczny oraz legitymację. Były na swoim miejscu, więc weszła do środka. Usiadła z tyłu, aby móc jeszcze trochę sobie powtórzyć.
Autobus jechał wyjątkowo wolno. Tak przynajmniej się jej zdawało. Pogoda też nie była zbyt piękna. Wiał zimny wiatr, a słońce co chwilę chowało się za chmury, których było na niebie bardzo dużo. Po monotonnej podróży w końcu dojechała na „swój” przystanek. Spojrzała na zegarek. Zajęcia zaczynały się za pół godziny. Najpierw chciała trochę pochodzić po mieście i się rozluźnić, ale zanim zorientowała się, gdzie idzie, nogi same zaprowadziły ją pod szkołę muzyczną. Przy samym wejściu zauważyła kartkę:
„KLASA II
test z zasad muzyki został przełożony na 9.08.
z powodu przełożenia poprawek
matury z historii muzyki (kl. VI)
dodatkowo zajęcia powtórkowe przełożono na dzień 8.08.
w celu ostatniego powtórzenia materiału.
Za utrudnienia przepraszam, Małgorzata Literka”
-„No tak…Daria miała rację”- pomyślała i pobiegła tam, gdzie zawsze jej klasa miała lekcje z Literką. Pomimo tego, że do zajęć zostało jeszcze trochę czasu, pod klasą stali prawie wszyscy: Daria, Kaśka, Kamil, Aga, Michał, Gabrysia, Aneta i Magda. Brakowało tylko Uli. Aśka milcząc podeszła do wszystkich i zaczęła rozmawiać. Okazało się, że Ula zrezygnowała ze szkoły. Klasa była w szoku, bo Ula zawsze uchodziła za kujona, a tu taka niespodzianka! Niestety po dłużej rozmowie Kamil powiedział, że miała kłopoty rodzinne i po prostu nie miała pieniędzy na opłaty rady rodziców. W tym momencie zjawiła się pani Małgosia i wszyscy wsypali się do pomieszczenia, gdzie stały już przygotowane na jutro stoliki. Każdy osobno, z jednym krzesełkiem.
Powtarzali już drugą godzinę. To o godzinę więcej, niż przewidywała nauczycielka, jednak cierpliwie odpowiadała na każde zadane jej pytanie. A było ich mnóstwo. Począwszy od pierwszego rozdziału, a skończywszy niemalże na spisie treści. Ale każdy miał prawo pytać. I Z żadnego pytania Literka się nie śmiała. No, chyba, że ktoś palnął naprawdę coś śmiesznego, ale wtedy śmiali się wszyscy. Wydawało się, że ta powtórka nie ma końca.
Był 9.08. Dzień egzaminu. Aśka nie poszła do szkoły, bo od rana bolał ją brzuch. „To przez stres”- mówiła jej mama. Gdy w końcu zbliżała się godzina odjazdu autobusu, którym miała jechać, ubrała białą bluzkę, czarne, galowe spodnie, lakierki i zerkając w lustro w przedpokoju wyszła z mieszkania i zamknęła drzwi na klucz.
Przed klasą stała pani Literka ze słoiczkiem z numerkami stolików. Aśka wchodziła trzecia. Po Adze i Gabrysi. Włożyła rękę do słoiczka i chwyciła jedną z siedmiu pozostałych zgiętych na pół kolorowych karteczek. Szybko rozwinęła zieloną karteczkę. „7”.
-No, Asiu, oby tylko była szczęśliwa-powiedziała pani Małgosia i skinieniem ręki zaprosiła ją do ławki z numerem siedem.
Upływała już godzina testu. Zostało jeszcze półtorej. Aśka miała już rozwiązane siedemdziesiąt procent testu. Cieszyła się, że zostały jej już tylko cztery zadania. Ze wszystkimi poradziła sobie dobrze, tak przynajmniej się jej zdawało. Nie mogła uwierzyć, że już jutro będzie po wszystkim, że pójdzie do szkoły spokojna. No, jeszcze ten tydzień będzie niepewny, bo tyle czasu będzie trwało sprawdzanie testów.
Rozwiązywanie zadań i pisanie skal stanowiło Aśce mniejszy problem niż regułki, których na szczęście w teście było mało. Wiedziała, że ma w teście kilka błędów, ale nie wiedziała, jak je poprawić, więc robiła dalej…
-Karteczki w górę!- rozległ się nagle głos nauczycielki-Kochani! W końcu macie spokój z zasadami! Tylko musicie oddać mi karteczki!- powoli przeszła się po klasie, zbierając z ławek nie zawsze uzupełnione do końca testy.-do końca roku widzimy się zwyczajnie według planu! Zasady też będą do końca. Będziemy omawiać wszystkie zadania, więc będziecie mogli sprawdzić, jak wam poszło. Mam nadzieję, że chociaż większości zadania pasowały. Każdy na pewno znalazł coś dla siebie. No, to do zobaczenia.
Aśka szła z przystanku w kierunku domu. Zatrzymał ją Karol:
-Hej!
-Cześć Karol- odpowiedziała grzecznie
-Czekałem na ciebie…jak poszedł test?
-Myślę, że dobrze. Trzeba myśleć pozytywnie. Przynajmniej trzeba zacząć…
-Wiesz, myślałem, że jeśli już napisałaś test, wyskoczylibyśmy na jakąś pizzę, co? Mamy dużo do nadrobienia. Tylko proszę cię, nie odmawiaj…-Aśka zauważyła, że Karolowi zależy na tym spotkaniu.
-Ja też bardzo chciałabym iść gdzieś z tobą. Teraz nie wymigam się brakiem czasu, czy muzyczną, ale i tak musimy przełożyć spotkanie.
-Dlaczego?
-Przecież wiesz, ile mam do nadrobienia w szkole. Wszystko przez ten szpital. Obiecuję, że po zakończeniu roku wybierzemy się, gdzie zechcesz, dobrze?
-Postaram się wytrzymać, ale znowu mnie zasmuciłaś. Ale poczekam. To pa!
-Pa- zakończyła rozmowę i przeszła na drugą stronę ulicy.
W domu czekała na nią mama. Już od wejścia zaczęła wypytywać o test. Aśka odpowiadała półsłówkami. Posłusznie zjadła przygotowaną dla niej kolację i poszła spać. Słyszała tylko tatę, który o czymś zawzięcie dyskutował przez telefon. Wywnioskowała, że chodzi o jakieś akcje, które jej tata sprzedał tydzień temu, żeby zapłacić za długi pobyt w szpitalu. Teraz kłócił się z urzędnikiem, że jakiś przelew na pewno dotarł. Nie chciała dalej słuchać, bo wiedziała, że takie rozmowy donikąd nie prowadzą.
Siedziała na zasadach. Literka skończyła omawiać alikwoty i usiadła przy biurku. Otworzyła pomarańczową teczkę i wyciągnęła z niej dwa testy.
-Udało mi się sprawdzić już dwa. Chciałam dać je razem z resztą, ale skoro sprawdziła, dwie osoby już dzisiaj będą spokojne…Michał…no, tu sprawa jest jasna. Mocny dostateczny. Myślę, że jesteś zadowolony, co? Przyznaję, twoja grupa naprawdę byłą ciężka-Literka próbowała wszystkich sił, aby pocieszyć chłopca. Ten uśmiechnął się nieznacznie, wziął test i mimowolnie się popłakał. Wszyscy wiedzieli, że liczył przynajmniej na czwórkę z plusem.-drugi test…Asia…proszę…wiesz, sprawiłaś mi wielką radość tym testem. Bardzo miło mi się go sprawdzało. Bardzo dobry z minusem. Gratuluję.- Literka szeroko się uśmiechnęła i zamknęła teczkę.- Resztę testów dostaniecie w najbliższym czasie. Dziękuję, to wszystko. –gdy cała klasa wyszła, Aśka wróciła się i stanęła przy biurku, nad Literką.
-Proszę pani…
-Tak Asiu?
-Chciałam pani bardzo podziękować. Dzięki temu, że potrafiła mnie pani zmobilizować do pracy, nawet w szpitalu, pomyślnie zdałam ten test. Gdyby nie motywacja, którą była dalsza nauka w tej szkole, nie zaliczyłabym.
-Asiu, człowiek przeżywa w życiu różne chwile. Są chwile słabości, ale i radości. Niewątpliwie teraz bardzo się cieszysz, że zdałaś. Ja natomiast cieszę się, że jednak udało mi się przekonać cię do dalszej nauki w tym kierunku. Jestem przekonana, że będziesz dobrym muzykiem. Musisz tylko tego chcieć. Życzę ci wytrwałości i siły. Teraz, gdy zasady masz już za sobą, zajmij się gimnazjum, bo wiem, w jakiej tam jesteś sytuacji. Ale wierzę w ciebie z całych sił. Skoro dowiodłaś na zasadach, że potrafisz, udowodnisz do w gimnazjum. Trzymam kciuki.
-Dziękuję. Będę się starać. Do widzenia. Jeszcze raz dziękuję.
-Nie ma za co Asieńko. Do widzenia.
Dzięki tej rozmowie Aśka naprawdę zrozumiała, co chce robić w życiu. „Trzeba sobie tylko wyznaczyć konkretny cel, a droga do niego sama się znajdzie. -„Mam nadzieję, że ja już nigdy nie będę musiała iść okrężną drogą”- pomyślała i wyszła ze szkoły.
Hmmm… Praca niespecjalnie mi się podoba. Znalazłam w niej kilka błędów (pare literówek i całą masę powtórzeń - przecież istnieją zaimki!) oraz wiele niejasności. Po za tym, nie jest to nowela. Nowela to utwór krótki, o jednym wyraźnie zarysowanym wątku, ograniczonej liczbie bohaterów i wyrazistym punkcie kulminacyjnym, a w twojej pracy bohaterów i wątków jest tak dużo, że fabuła jest po prostu nudna i niezrozumiała, punkt kulminacyjny - wogóle nie do odnalezienia… Jak na pierwszy utwór prozatorski w życiu, to i tak nieźle, ale mogłaś poświęcić więcej czasu na dopieszczenie pracy i poprawki. Mam nadzieję, że moja krytyka Cię nie zniechęci, a wręcz przeciwnie - zachęci do dalszego doskonalenia w tej, niełatwej przecież, sztuce. Pzdr
Fakt, to moja pierwsza i niezbyt udana praca. Umieściłam ją jednak ze względu na sentyment, a nie samouwielbienie- bo akurat tu zachwycać się nie ma czym. Jednak odegrała ważną rolę w moim życiu.
Mam nadzieję, że Ty się też nie zniechęcisz i będziesz czytać inne moje prace.
Od napisania tej minęły już cztery lata. Zmieniłam styl pisania, poszerzyłam wiedzę i zdobyłam trochę doświadczenia.
Pozdrawiam. Cenię dobrą krytykę, a nie krytykanctwo. Dziękuję.
Izanna, jesteś bardzo wrażliwą osobą. Cenię sobie takich ludzi.
Nowela jest dowodem na to, że ciągle się rozwijasz, a Twój komentarz nad moim świadczy o tym, że owy rozwój nie jest przypadkiem. Pracuj nad warsztatem, bo w Twoich tekstach jest to “coś”, co wciąga czytelnika i chce się czytać dalej i dalej. Jak kiedyś napiszesz książkę, a wierzę, że niejedną, to użyj gdzieś pseudonimu Izanna, żebym wiedział, że to Ty. Na pewno kupię!
Masz już jednego stałego klienta
Żałosne to są Twoje “uwagi” i “krytyka” przez bardzo małe k. Cenię sobie dobrą krytykę. Twoja ani nie jest dla mnie cenna, ani nie emanuje dobrą argumentacją. Krytyka powinna być konstruktywna nawet, jeśli jest negatywna. Powinna mobilizować. A Twoja nic kompletnie nie wnosi.
Pozdrawiam dex.
Widocznie mamy inne spojrzenie na literaturę.
Cóż, o gustach się nie dyskutuje.
“Krytykować” każdy może, trochę lepiej, czasem trochę gorzej. Jestem ciekawa, czy swoje “wnioski” wysuwasz na podstawie swoich umiejętności. Bo jeśli nie, śą to słowa puste jak bębenek.
Dex, odnoszę wrażenie, że jesteś sfrustrowanym niedoszłym dziennikarzem/pisarzem.
Przelewanie swoich niepowodzeń na życie innych ludzi jest, delikatnie powiedziane, dość infantylne.
nic o mnie nie wiesz wiec mnie nie oceniaj
Wiem tyle, ile zauważyłam nie tyle po treści, jak po formie przekazywania przez Ciebie pewnych uwag.
To, że nie podobają Ci się moje teksty nie jest niczym złym, każdy ma swoje zdanie. Ale można to przekazać w zupełnie inny sposób.
nie wiesz nic na temat mojego zycia a jesli sugerujesz ze zdazylas je poznac po dwoch komentarzach na internetowym blogu to ci serdecznie wspolczuje. a w jaki sposob przekazuje swoje mysli to moj interes, nikt ci nie karze czytac
Jak już piszesz, pisz bez błędów ortograficznych.
No, tych komentarzy to jest trochę więcej. Na pierwszy plan wysuwa się czysta nienawiść/zazdrość?
Skoro to Twój interes, to przelewaj swoje myśli pisząc pamiętnik, a nie puste komentarze.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Wyskoczył mi ten tekst, gdy szukałam właśnie pewnych informacji na temat zasad muzyki, z resztą z książką Wesołowskiego w ręce
Poruszył mnie ten tekst bardzo… szczególnie, że po części opisuje moją sytuację…