Ze swojej drogi zejdę
Będę z Tobą
Dokądkolwiek pójdziesz, cokolwiek zrobisz
Będę z Tobą
Gdziekolwiek się zwrócisz, cokolwiek powiesz
Będę z Tobą
Ze swojej drogi zejdę
Będę z Tobą
I w najlepszej z chwil i najgorszej też
Będę z Tobą
Jak i w pierwszym, tak i w ostatnim dniu
Będę z Tobą
Z Tobą
Ty przed Tobą świat
Za Tobą ja
A za mną już nikt
Ze swojej drogi zejdę
Będę z Tobą
Dokądkolwiek pójdziesz, cokolwiek zrobisz
Będę z Tobą
Gdziekolwiek się zwrócisz, cokolwiek powiesz
Będę z Tobą
Z Tobą
Ze swojej drogi zejdę
Będę z Tobą
I w najlepszej z chwil i najgorszej też
Będę z Tobą
Jak i w pierwszym, tak i w ostatnim dniu
Będę z Tobą
Z Tobą
Nowy Rok nadszedł, a wraz z nim po raz kolejny wróciła piosenka, która z każdym swoim powrotem nabiera coraz to innego znaczenia. Jesteśmy inni, bardziej zżyci. Nie potrafimy normalnie funkcjonować osobno. Oszalałabym, gdyby nie nadchodzący tydzień. A w nim…
…same smakołyki. Zaliczenia. Z fenomenu podróży (fenomenalny przedmiot, szczególnie w kawiarni), krytyki muzycznej, historii form i gatunków muzycznych i leksykografii muzycznej. Jej! Razem z Maluszkiem staramy się wszystko ogarnąć, na razie jakoś idzie, bo właściwie do środy i czwartku daleko. Poniedziałkowe zaliczenie fenomenu będzie przyjemnością – trzeba było przygotować projekt o pejzażu muzycznym Wrocławia (“coś w tym stylu, możecie zrobić taką dźwiękową wizytówkę” – jak to wytłumaczyła dr B.). Postawiłyśmy z Maluszkiem na “taką dźwiękową wizytówkę”, czyniąc ją jednocześnie “naszymi dźwiękami Wrocławia”. To nasz spacer po mieście z iPodem w łapkach i włączanie co jakiś czas w “naszych” miejscach – często odwiedzanych, lubianych.
Bardziej skomplikowane wydaje się być zaliczenie z krytyki muzycznej, bo jest…bardziej złożone. Praca zaliczeniowa, pardon – tekst krytyczny – na 10 stron/30 tys. znaków. Jak się okazało, przy tych wyliczeniach nie została wzięta pod uwagę interlinia, która – jeśli ma wynosić 1,5 to żadnym cudem przy dziesięciu stronach nie obejmie tylu znaków. W każdym razie – wyżyłam się artystycznie i poglądowo, nadając pracy figlarny tytuł “Co może sprzedać Prokofiew?”. Rzecz jasna rozprawa dotyczy muzyki poważnej w reklamach telewizyjnych. To jest to, co izanna lubi najbardziej. A raczej lubi najbardziej się w tym temacie wyżywać. Powszechnie wiadomo, że czego jak czego, ale poważnej w reklamach nie trawię. Przynajmniej z kulturowego punktu widzenia. Jednak po dwóch dniach walki z samą sobą i tymże tematem, pisaniem na siłę przez presję czasu, jestem tym tematem wykończona i naprawdę cieszę się, że skończyłam. A rezultat? Cóż, mnie tam się podoba, W. znów zrywa boki moimi porównaniami i przez cięty język. Na ostatnich zajęciach z krytyki omawialiśmy cechy, jakie powinien posiadać krytyk i podkreślaliśmy znaczenie “wewnętrznej harmonii”, którą osiągnęłam. A jak zostanie praca odebrana, to już nie mój problem. Nie od dziś wiadomo, że mam dość ostre poglądy w tym temacie. Chcę tylko zobaczyć minę prowadzącego, jak przyjdzie mu omówić moje rozważania.
Plus tego semestru jest następujący – ŻADNEGO EGZAMINU, co daje mi dwa tygodnie wolnego! Jak ja kocham studia magisterskie! Gorzej będzie w czerwcu, ale kto by się tym teraz przejmował.
Czy pisałam już, że kocham swoje studia?
P.S.
A W. stał się bardzo sentymentalny. Robi coraz więcej zdjęć, na Fejsie szaleje z komentarzami “starych” i nieziemsko się nad nimi rozczula. Nawet zaczął śpiewać i coraz więcej tańczy od wrześniowego wesela…ostatnio już mnie nie deptał! A to naprawdę duży progres, bo jak sobie przypomnę owo wesele, to palce u stóp mi puchną.
W związku ze zbliżającymi się zaliczeniami w izannowo-maluszkowym mieszkaniu lśni. Na dodatek wszystko poprane, POPRASOWANE, podłogi pomyte (dziś dwa razy, wczoraj raz). Kuchnia jest sprzątana średnio co godzinę. Jakie my jesteśmy porządnickie, ja nie mogę!

Najnowsze komentarze