Odezwał się.
Zdałam sobie sprawę, że nie potrafię tak po prostu zniknąć i nie zniosę, jeśli On to zrobi. Lepiej się czuję, jak jest nawet daleko, aniżeli w ogóle Go nie ma.
Przysłał mi piosenkę La Ballade Lady and Bird pod pretekstem co na ten temat myśli przyszła pani muzykolog? Ucieszyłam się, ale słysząc piosenkę, a później, w nocy (swoją drogą nieprzespanej) skupiając się na tekście, rozpłakałam się. Znając Go, czekałam na ciąg dalszy. Chciałam. Nazajutrz przyszedł mail, a w nim trzy piosenki. Słowa wdarły się w duszę. Bezlitośnie. Bartosiewicz śpiewała głosem Żółwia. Rozgrzeszała, tłumaczyła, doradzała. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Kolejna noc ze słuchawkami w uszach. Kolejna, kiedy zasnęłam o czwartej nad ranem.
Dziś obudziłam się przed trzynastą. Myślałam, jakie piosenki wysłać w odpowiedzi. Czy “nasze”, żeby powspominał, czy nowe, żeby zrozumiał i wiedział, co czuję. Wyszło pół na pół.
Tęsknię za spacerem, trzymaniem się za ręce. Za wielogodzinnymi rozmowami, sporami dotyczącymi muzyki. W dalszym ciągu nie umiem grać w szachy. Miał mnie nauczyć. Nie zdążył. Co mnie czeka?
Nie spodziewałam się Jego odpowiedzi w poprzednim poście, a zważywszy na godzinę, o której ją napisał, myślałam wtedy o Nim, słuchając Bartosiewicz.
Dlaczego nie rozmawiamy ze sobą zwyczajnie, tylko piosenkami? Bo tak jest łatwiej, można wyrzucić z siebie emocje, co – zgodnie z Jego wpisem – może być naprawdę bardzo męczące. Później człowiekowi przez chwilę jest lżej, ale z upływem godzin powraca myśl co dalej?
Chciałabym przespacerować się na Strzelecką, porozmawiać. Wyjaśnić to, co nie zostało dopowiedziane. Nadrobić i zaspokoić tęsknotę i pustkę. Bo to strasznie uwiera. Ciężko jest po prostu zapomnieć po tylu wspaniałych chwilach. Był przy mnie zawsze. Matura, egzamin na studia, pierwsze dni na uczelni, kolokwia, egzaminy. Cieszył się z sukcesów, a w razie porażek dopingował. Czułam, że mam kogoś, kto mnie rozumie nawet z odległości dwustu kilometrów.
Co dawałam Mu od siebie, że tak się do siebie przywiązaliśmy?
To sentymentalne, ale nie mogę zapomnieć nas wtedy. Z jakąś nieśmiałą obawą dotykaliśmy swoich rąk, skrzydeł egzotycznych ptaków. To powraca do mnie, jak motyw śmierci. Tak świeże były nasze ciała, tak czyste. Kim, jak nie dziećmi byliśmy? To jak zadra tkwi w mej pamięci.
SDM
nie wiem, czy to będzie miało jakikolwiek sens.
ale:
czasami jest tak, że wąchasz swój rękaw i czujesz zapach osoby o której myślisz (ja tak mam właśnie teraz) choć nie czułaś go przez cały dzień. innym razem, słyszysz dźwięki, które płyną z serca osoby, która o Tobie myśli.
Daj się ponieść mocom zmysłów, skoro są osiągalne…
/KIEDY są osiągalne – zapach znikł z momentem zakończenia pisania tej wiadomości…/
Nie posądzałabym Ciebie aż o taką poezję. Synestetyczna wypowiedź, no no…
A przyjedź tylko. Wino czeka!