Aś wkuwa łacinę. Jutro poprawa.
Przed północą przyszły wyniki egzaminu z filozofii. Zdałyśmy. Ja: 4.0. Kompletnie mnie to zaskoczyło, ale pozostaje tylko się cieszyć.
Dziś idziemy na spotkanie z właścicielem mieszkania, do którego wprowadzamy się formalnie w połowie lipca. Zadbane, wyremontowane, ze znajomymi twarzami w środku. Decyzja podpisania umowy dojrzała we mnie przez noc. Miałam dość dziwne sny, jak zresztą od dawna.
Co do mieszkania, które opuszczamy – ostatnio kobieta ze spółdzielni roznosząc kwitki powiedziała, że zmarła w nim prawowita właścicielka, babcia obecnej, młodej właścicielki. Spadek? Dziękuję. Sama bym w takim mieszkaniu nie mieszkała, więc nie dziwię się, że ona postanowiła je wynająć. Czułam, że ono kryje w sobie jakąś mroczną tajemnicę. Dziwne? Ludzkie. Dobrze, że nie zakończyła życia gdzieś w sklepie. Serio.
***
Leje deszcz, w nocy była piekielna burza. Przypomina mi się Kraków. Jak też tak padało. Było zimno. A tu sesja. Dwa egzaminy. Całe szczęście, że podeszłam do zerówki z etnomuzykologii Polski, bo bym teraz – zamiast odstresowywania się przy grach onlajn, uczyła się o muzyce Podhala i … innych.
Niech ta sesja szybko minie…
damy radę