Kto by przypuszczał, że wszystko się obróci do góry nogami? A może właśnie teraz jest normalnie, a wcześniej było odwrotnie, nie tak, ja być powinno?
Czwartek, piątek, sobota, niedziela. Lubsko. Rabinka, M. i R. Oprócz tego mnóstwo nowych, otwartych ludzi. Młodszych i tych starszych. Nowe kontakty, znajomości, długie, nocne rozmowy. Jedną z nich przemilczę, choć mogłabym ją uznać za jedną z najpięknieszych i najbardziej romantycznych w moim życiu. Cicho, wiem.
Nareszcie mogłam poznać bliżej M.i rabinkę, co bardzo miło mnie zaskoczyło. Poza tym porozmawiałam sobie z R. o koszerności, judaizmie i apostazji. Doszłam do wniosku, że nie będę zdzierać własnej skóry i skazywać się na grzech śmiertelny. Równie dobrze mogłabym popełnić samobójstwo, ale po co wtedy odchodzić od Kościoła?
Rok u sióstr elżbietanek naprawdę dużo mi dał. Paradoks- pomyślicie. Mieszkała rok u zakonnic, a teraz chce odejść od Kościoła? To ładnie ją zniechęciły. Nic bardziej mylnego. Mając przez te kilka miesięcy kontakt z siostrami lepiej zrozumiałam tą wiarę i doszłam do wniosku, że…się w niej nie mieszczę. Zielonogórskie elżbietanki są naprawdę wspaniałe, pełne ciepła i zrozumienia. Ale tu nie o to chodzi. Katolicyzm trzyma mnie w okowach. W Kościele nie czuję się swobodnie. Ostatnio zauważyłam, że nawet byłam w nim nerwowa. Po co więc wyznawać coś, do czego nie jest się w pełni przekonanym i denerwować się z tego tytułu?
Zastanawiam się, jak reagować na wymowne spojrzenia mieszkańców mojego rodzinnego miasteczka. Na razie przybrałam postawę prometejską i mam nadzieję, że starczy mi sił, żeby się z tym zmagać.
na zadane pytania musisz odpowiedzieć sobie sama
Ja też się nie mieszczę, zdecydowanie. Ważne żebys dobrze sie czula, a czy z kosciolem czy bez, to juz szczegol.