Jak ten czas ucieka. Niedawno był festiwal, a dziś już drugi dzień, jak wróciłam z Krakowa. Ze srebrną gwiazdą Dawida. Pojechałam tam głównie po nią i o mały włos wróciłabym z pustymi rękoma. Dzieci- osobowości i charakterków 15, mimo 14 dzieci (wg mnie jedna dziewczynka ma dwie twarze). Ich pierwsza wycieczka razem. Krzyki, piski, brak dyscypliny. Jazda pociągiem ponad osiem godzin, zero snu. Mojego i dzieci. Przyjazd na Kraków Główny, głęboki oddech, wizyta w przechowalni bagażu, bieg na szynobus Kraków-Wieliczka. Powrót do schroniska o godzinie dwudziestej z minutami. Kolacja, mycie i …poskramianie czwartoklasistów. Dałyśmy radę. O drugiej w nocy położyłam się spać. Pobudka wcześnie rano, śniadanie, sprzątanie, mycie, wyjście. Długie i nudne zwiedzanie Wawelu. Jednak się sprawdza, że dużo zależy od przewodnika. Wieliczka zauroczyła wszystkich bez wyjątku, Wawel dzieciom się nie spodobał. Bo jak słuchać kogoś, kto nie wie, jaka jest różnica między gobelinem a arrasem? Ja to wiem, a wawelowym przewodnikiem nie jestem i bynajmniej w przyszłości być nim nie zamierzam. Wieczorem spacer na Kazimierz. Tam zrobiłam mnóstwo zdjęć. Odwiedziliśmy synagogę, taki kościół dla Żydów, jak to powiedział jeden z chłopców, któremu bardzo spodobała się „czapka” (jarmułka), ale była trochę za mała.Przy synagodze jest stary, żydowski cmentarz. Trzeba było wytłumaczyć, skąd na nagrobkach wzięły się kamienie i dlaczego nie ma kwiatów. Ciągle myślałam o tym, gdzie kupić gwiezdną zawieszkę. Nagle na cmentarzu ujrzałam starszego chasyda. Pomyślałam, że pewnie mieszka w tej dzielnicy i dba o swoich zmarłych znajomych, bo podchodził kolejno do każdego nagrobka, kładąc na nich kamyki. Podeszłam więc do niego, przywitałam się i przedstawiłam po hebrajsku. Powiedziałam, skąd jestem i że szukam koszernego sklepu. Okazało się, że chasyd mówi tylko i wyłącznie po angielsku. Zdziwił się, że mówię po hebrajsku, a przyszłam z wycieczką polskich dzieci. Wytłumaczył mi, gdzie jest ów sklep i odeszłam. Szybko udało mi się odnaleźć sklep Hajima, gdzie kupiłam zarówno gwiazdę, jak i humus, koszerne wino i chałkę.
Trzeci dzień upłynął pod znakiem Sukiennic i katorżniczej jazdy pociągiem osobowym (!) relacji Kraków-Zielona Góra, planowany czas jazdy 8 godzin 45 minut, czas rzeczywisty 9 godzin, minut 20. Piosenki harcerskie, pląsy, gra w karty, rozmowa z drużyną wrocławskich sportowców, dyskusja o polskich Żydach, którą wywołała moja gwiazda i oczywiście zero snu. Za to po przyjeździe do domu zasnęłam na 13 godzin. Śniła mi się Noa, siedząca pod pomnikiem Mickiewicza. Co jak co, ale fantazji to ja nie przegonię z mojej podświadomości w fazie REM.
Kraków i gwiazda Dawida
20 czerwiec 2008 autor: izanna
żyjesz tą kulturą, prawda?
ach. nawet nie wiesz, jak miło się to czyta.
pasja, miłość i przygoda.
oby Ci się dobrze wiodło!