Minęło już trochę czasu. Wcześniej nie miałam sił pisać, bo ten festiwal wymęczył mnie fizycznie, a jak nabrałam sił, przyszło trochę innych, ważnych spraw, o których napiszę później.
Tym razem festiwal trwał cztery dni. Sporo mediów, jeszcze więcej ludzi i pracy. Niemniej jednak praca ta była przyjemna, bo miałam styczność z kulturą, która pochłonęła mnie prawie całkowicie.
Z Warszawy przyjechała M. razem z P., spędziliśmy aktywnie dwa dni DKŻ, bo później musieli wracać. Udało nam się jednak załatwić wstępnie wystawę Żyd niemalowany w Krośnie. Jestem przekonana, że fundacja zorganizuje cykl wykładów, może degustację kuchni żydowskiej. Mnie przypadnie przygotowanie odpowiedniej oprawy muzycznej. Na DKŻ wypadło wszystko nieźle, niczego nie mogę sobie zarzucić. Nawet warsztaty hebrajskiego poszły mi gładko, a tak się stresowałam. Moi uczniowie powiedzieli mi nawet, że mam talent pedagogiczny (no tak, co w rodzinie, to nie zginie). Najwięcej energii zabrał mi jednak przegląd filmów izraelskich nagrodzonych na Ha Motiv Ha Jehudi 2008 w Warszawie. Konferansjerka, oglądanie wszystkich po kolei, no i wywiady, nie ma przebacz. Po zakończeniu festiwalu znalazłam kilka w Internecie, ku mojemu zdziwieniu dwa w ogóle nie przeredagowane.
Przez cały festiwal towarzyszyła mi Majka, moja osobista paparazzi z czata radia Zachód. Dzięki Niej mam trochę zdjęć z udzielania wywiadów czy wspomnianych wcześniej warsztatów. Poza tym duchowe wsparcie Krapula i Tomasza też sporo pomogło, jeśli chodzi o moje biedne, skołatane wtedy nerwy.
DKŻ były tym, na co czekałam. Wyznacznik zakończenia matury, symboliczny odpoczynek, sympatyczny przerywnik. Znów poznałam nowych ludzi. Polaków, Żydów i jednego, starszego Niemca, dzięki któremu udowodniłam sobie, że dwanaście lat nauki języka nie poszło na marne. Skoro dyskutowaliśmy o odbudowie cmentarza żydowskiego w Krośnie, to chyba nie jest z moim niemieckim tak źle.
Kilka dni temu dostałam propozycję wstąpienia do fundacji, którą przyjęłam i za kilka dni jadę dopełnić formalności, które się z tym wiążą.
P.S.
Spotkałam Buxtehude’a podczas festiwalu. Musiał nieźle o mnie znajomym naopowiadać, bo wstydził się nawet kiwnąć w moją stronę głową. Miałam wrażenie, że albo się mnie wystraszył, albo nie wierzył w to, co zobaczył. A przecież świat jest taki mały. Dziwnym trafem Dż też się na mnie wścieka, pewnie nie chodzi tu całkiem o pieniądze, a o to, jak moja znajomość z Jej przyjacielem się skończyła.
Parę spraw się powaliło, ale jak mawia Hania, szklanka jest zawsze do połowy pełna. Tylko dlaczego wszystko nie jest takie proste, czarno-białe? A może jest, tylko ja tego nie dostrzegam?
Nie mówiąc jużo tym, jak bardzo wnerwia mnie atopowe. Zamówiłam już dwa znaczki w stylu “jestem atopikiem”, z forum atopowe.pl, więc przyczepię sobie do torebki, tak na znak protestu i wkurzenia.
A wiesz co A. kazal mi obiecać? Ze bede widziec szklanke do polowy pełną. Co mialam robic… obiecalam.
I wiesz ze to dziala?
Autosugestia zawsze działa, ZARAZO…