“Cudzoziemka” przeczytana. Oczywiście przy końcówce się popłakałam, mimo bardzo późnej pory. Ale ja Ją nawet jestem w stanie zrozumieć. Kobieta nieszczęśliwa, uwikłana w węzeł gordyjski własnej osobowości. Żyła w świecie, który sama sobie stworzyła i on Ją zabijał. Źle ulokowawszy swe uczucia (o ironio), na kiepskim podłożu stworzyła rodzinę. Śmierć synka, narodziny Syna Idealnego, lustrzanego Jej odbicia i córka- zbyt podobna do ojca, żeby mogła zasłużyć na matczyną miłość. Na dodatek poczęta wskutek nienawiści Adama do muzyki (a może tylko do koncertu Brahmsa, nota bene bardzo wzruszającego i porażającego swoim kunsztem).
Kokietowała każdym ruchem, każdym zimnym słowem. Pobudzała do zazdrości, bo tak samo ozdobnie i drażniąco poruszała się wobec wszystkich mężczyzn.
Staram się nie myśleć o tym, co usłyszałam wczoraj o 23.35. Zastanawia mnie tylko, czy alkohol uwalnia ludzkie myśli, czy zamienia człowieka w wulgarne zwierzę, bazujące wyłącznie na instynktach (”pozbyć się”, “zniszczyć”, “zaatakować”).
Zostałam rozbita psychicznie na kilka dni przez najważniejszym dla mnie egzaminem maturalnym. Dziękuję bardzo. Masz klasę.
P.S.
Szabat szalom!

alkohol to nic dobrego, najlepiej puścić mimo uszu.
Kocham Cudzoziemkę, czasem myślę, ze to troszke o mnie… Też pisałam o niej maturę, przyniosła mi szczęście i Tobie na pewno też przyniesie.
Mam taką nadzieję, Rosa…
Życie jest powolnym umieraniem…