Postanowienia właściwie wypełnione, wyłączając “Cudzoziemkę” . Szukam desperacko skrzypcowego koncertu Brahmsa. Rower odświeżony. Pojechałam wczoraj na wycieczkę. Siedziałam godzinę nad Odrą, na łące. Łabędzie, konie. Widok na Połupin- stare dzieje.
Nie wiem dlaczego, ale powrócił do mnie wczoraj Buxtehude. Łzy mi leciały, że to wszystko się rozpadło. Z czyjej winy? Dlaczego?
Tak nie powinien się zachowywać człowiek zakochany.
Znów miałam dziwny sen. Czytałam książkę, potem obserwowałam pająka. Czy pająk przynosi szczęście? Przydałoby się trochę…
No, ale nie można narzekać. Życie jest piękne, świeci słońce, jest ciepło, PITy już do skarbówki zaniesione, wernisaż “Żyd niemalowany” już załatwiony na nowym zamku krośnieńskim.
Dobrze jest. Nieźle. Zawsze może być gorzej.
P.S.
Znów na “Pręgach” płakałam…
Dużo tych łez… ale czasami trzeba…
“Dobrze jest. Nieźle. Zawsze może być gorzej”.