Trzy sprawy i wszystko inne
grudzień 15, 2007 autor izanna
Dostałam w ciągu tygodnia kilka maili, w których pytacie mnie o trzy sprawy: kim jest dex i jak sprawa została rozwiązana, dlaczego niektóre posty są zablokowane hasłem i czy dex i Mały Książę to jedna i ta sama osoba. Obiecałam, że odpowiem na łamach izannowego bloga i słowa dotrzymuję.
Sprawa pierwsza.
Dex okazał się osobą z mojego bliskiego otoczenia, bo z klasy. Miał więc dostęp do międzyszkolnej gazetki i niektórych szczegółów z mojego życia. Jeśli jednak prawdą byłoby to, że na studniówkę wybieram się z trzydziestoparoletnim mężczyzną, który ma na utrzymaniu żonę i dwójkę dzieci, nie wyparłabym się tego. W końcu i tak wszyscy by jego zobaczyli. Niestety ten pikantny szczegół to wierutne kłamstwo, być może nadinterpretacja moich pojedynczych postów. Niestety, bo dex musi szukać w moim życiu kolejnej sensacji. Może będzie łatwiej, jak się dogadamy i sama tych ciekawostek dostarczę? Przynajmniej będą sprawdzone i nie mniej interesujące. Bo musicie wiedzieć, że to czepianie się co do gazetki i sprawa mojej studniówki są ze sobą ściśle powiązane. Połączył je dex (choć bardzo nieumiejętnie).
Co do samego rozwiązania tego niegordyjskiego węzła, było dokładnie tak, jak myślałam. Powiedziałam, co mi leżało na sercu i teraz, niezależnie od tego, jak sprawa się potoczy, jestem szczęśliwa. Czuję się wolna!
Sprawa druga.
Hasło powstało tylko dlatego, że opisuje pewien (już zamknięty) rozdział mojego życia, z którym jeszcze się nie oswoiłam. Być może za jakiś czas hasło zniknie. Na razie jednak zostanie. Jeśli chcecie je mieć, wystarczy napisać. Na razie wszyscy, którzy o nie poprosili, otrzymali je. W zasadzie nie mają ich tylko moi wrogowie (którzy zawsze są) i ludzie, których zwyczajnie nie ciekawi moje życie prywatne i rzecz jasna- nie mam im tego za złe. Przynamniej będziecie zdrowsi
Sprawa trzecia.
W związku z dość szczegółowym wyjaśnieniem, kim jest dex i skąd się znamy, Mały Książę nie równa się dex. I całe szczęście. Poza tym Małego Księcia widać teraz tylko w niebie. Trzeba tylko dobrze się przyjrzeć. Bo to, co najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu…

A tak poza tym wszystkim kolejny tydzień, obfitujący w nocne i owone rozmowy, przyniósł nową piosenkę. Dziękuję!
Akurat, Lubię mówić z Tobą
Kiedy z serca płyną słowa
Uderzają z wielką mocą
Krążą blisko wśród nas ot tak
Dając chętnym szczere złoto
I dlatego lubię mówić z Tobą
I dlatego lubię mówić z Tobą
Każdy myśli to co myśli
Myśli sobie moja głowa
Może w końcu mi się uda
Wypowiedzieć proste słowa
I dlatego lubię mówić z Tobą
I dlatego lubię mówić z Tobą
Za tydzień Koncert w Muzeum Ziemi Lubuskiej. Opłatek, popis całej klasy profesora i kolędy w różnych językach. Oczywiście śpiewam po hebrajsku
Z Buxtehude już koniec. Znów zepsułam. Znów poszło coś nie tak. Znów poleciały łzy.
Zostanę zakonnicą, która gra na skrzypcach wyłącznie pieśni pogrzebowe (bo pewien kościelny, z miejscowości, z której wywodzi się Buxtehude, powiedział, że moje skrzypce brzmią jak pogrzebowe. Super.)
Za tydzień święta. Ho, ho, ho….
Pani Dż. miała imieniny. Sto lat, sto lat! Poza tym wystraszyła się makijażu i wolała iść na imprezę bez ![]()