Złość, papryczki chili, cytryny i pstrąg
grudzień 9, 2007 autor izanna
O co chodzi?
Ogólny chaos wkradł się w moje życie. Zawsze tak jest, gdy ktoś nieproszony wepcha swoje buciory w sprawy, które nie powinien. Wiem przynajmniej, kim jest dex i tak tego nie zostawię. W przyszłym tygodniu poniesie konsekwencje.
Tak to już jest, że jak coś się wali, to ze wszystkich stron i nie wiadomo, kiedy to się skończy. A co się wali? Proszę, po kolei, ale wybaczcie, że bez kolejnośći alfabetycznej- skrzypce, skrzypce, skrzypce, związek, zdrowie, nerwy…
Pocieszanie, że inni mają gorzej tylko wzmaga we mnie frustrację.
Jestem zła na Buxtehude’a za to, że przestał mnie słuchać i wmawia, że przyjaźń da się zbudować.
Papryczki chili sąwszędzie- na pupie, nogach i kolanach, bo takie wzory wymyśliła włoska firma wujka Sz. Cytryny to nadruk na pościeli, którą właśnie założyłam, a pstrąg, choć niźle komponuje się z cytryną, a gorzej z papryczkami chili- należy do Schuberta i właśnie słucham na ten temat wariacji na kwintet fortepianowy.

A o Andrzejkach to sobie poczytajcie na www.elzbietanki.pl, bo właściwie tekst jest mojego autorstwa, a jakoś nie mam nastroju na relacjonowanie, choć naprawdę- było wspaniale, nawet przez to “ż” na plakacie.
Na Mikołajki dostałam Anioła Stróża, żeby pilnował mojego uśmiechu (wszystko jasne- został na parapecie w Zielonej Górze, nic dziwnego, skąd ta sobotnia chandra), mandarynkę i sakiewkę pełną cukierków. Poza tym odwiedził mnie najprawdziwszy św. Mikołaj, Renifer i dzwoniąca s. Maksymiliana, która przy okazji przepytała mnie z różańca. Więcej nie pamiętam, bo była 5.56.