Najpierw jednak sprawa ważna, aczkolwiek mało przyjemna dla mnie, jak i dla Czytelników mojego bloga. Niejaki dexokazał się-zgodnie z moimi odczuciami-człowiekiem żywiącym do mnie osobistą urazę. Nie chodziło tu zupełnie o to, co i w jaki sposób piszę, tylko KIM jestem i jakie błędy w przeszłości popełniłam.
Nie czuję się winna, nie płaczę po nocach i wcale nie zamierzam.
Teraz sprawy przyjemniejsze. O wiele 
Czuwanie przebiegało pod hasłem Świętość we współczesnym świecie. Pojawiło się, łącznie ze mną, pięć osób plus siostry (nie tylko elżbietanki) i ksiądz.
Jeśli miałabym opisać ze szczegółami, co się tam działo, nie dałabym rady. Niewyspanie jednak jest decydujące.
Zachowałam wiele wspaniałych wspomnień, poznałam przesympatyczne dziewczyny i zbliżyłam się do “moich” sióstr (kochanych swoją drogą). Niektórzy z Was jeszcze pewnie pamiętają moje zdanie nt. zakonnic sprzed kilku lat. Nie było ono zbyt pozytywne. Teraz przekonałam się, że są wśród Nich ciepłe, uczynne, sympatyczne i uśmiechnięte kobiety, które- jak my wszystkie- mają swoje ludzkie pragnienia i codzienne przeszkody.
Następne czuwanie już w lutym- oczywiście się pojawię i Was- te, które mają taką możliwość- też zapraszam. A wiem, że takie są, choć nie będę wywoływać po imieniu 
A jeszcze wypadałoby Wschowę odwiedzić, takie ładne zaproszenie dostałam…

Teraz jakieś choróbsko się przyplątało, kicham na prawo i lewo. Ale póki sprawdzianów brak, nie męczy mnie chandra, a jedynie ból głowy. Atopowe dokucza na nogach i między palcami, ale przy infekcjach zawsze tak jest…sami zresztą wiecie co niektórzy…
kto to jest dex???? błedy wszyscy popełniamy niestety…
życie w zakonie nie jest usłane różami,
Elżbieto, nie wiem, kim jest dex. Na pewno nie jest człowiekiem odważnym. Człowiek odważny potrafiłby podpisać się swoim prawdziwym imieniem. A tchórzostwa nie lubię, o czym dex pewnie wie.
Co do życia w zakonie- nie przekonałam się o nim na własnej skórze, więc wierzę Ci, bo domyślam się, że sama najlepiej o tym wiesz
trafiłam na twego bloga całkiem przez przypadek,sorri, w Twoich tekstach tu pisanych,(do wiekszosci i tak nie mam wstępu,ale to nic),co chwilę przeplata sie Mały ksiąze,widzę ze on jest kims szczegółnym dla Ciebie,ja tez miałam kiedys małego księcia swego,dlatego zwróciłam na to uwage. pozdrawiam.
Fakt, Mały Książę był częścią mojego życia i do końca pewnie zostanie w moim sercu. Jednak trzeba żyć dalej- już bez Niego. Za to jest wielu innych wspaniałych ludzi
Ja myślę, że każdy z nas ma swojego Małego Księcia bądź Różę…