Jesienna zaduma
listopad 16, 2007 autor izanna
Jesień sprzyja myśleniu. I pisząc to zdanie wcale nie mam na myśli wytężonej pracy umysłowej, która swoją drogą by się przydała, bo niedługo koniec pierwszego trymestru, a raczej myślenie towarzyszące długim spacerom. W naszych głowach krążą dekadenckie myśli, a spod parasola obserwujemy spadające z drzew bezbronne liście i rozbijające się o ziemię skorupki kasztanów. A co z nami samymi? Co my robimy? Chodzimy bezproduktywnie po mieście. Podczas całej wędrówki nie zauważamy innych ludzi. Błąd. Czyżbyśmy byli aż tak samolubni? Czy najtrafniejszym określeniem na nas będzie egocentryzm? Odpowiadamy, że nie. Że to tylko taki okres, pragniemy zostać sam na sam z własnymi myślami. Ale czy dochodzimy do jakichś konkretnych wniosków? Nie. Dni przemijają. Gdy rano dzwoni budzik marzymy o chwili, kiedy znów położymy się do łóżka i zaśniemy. Tym bardziej, że perspektywa nadchodzącego dnia nas przygnębia. Kilka kartkówek, może jakiś sprawdzian. Życie jest piękne. Precz ze starożytnymi filozofami! Życie jest brutalne, a nie piękne. Szaro, buro i na dodatek ciągle leje. Jak tu się wziąć w garść? Tylko zakopać się pod kołdrę i przeczekać jesień, zimę…wyjść wiosną, kiedy świat zaczyna nasycać się barwami. Ale nie. Wybrało się szkołę ponadgimnazjalną, trzeba cierpieć. Bądź co bądź ma to jakieś plusy. Warto się zmobilizować i wstać, bo w szkole czekają nasi znajomi i przyjaciele. W szkole spędzamy z nimi pół dnia i jakoś to jest. Rodzice mówili ci, żeby się uczyć, bo to bardzo ważne, żeby mieć wykształcenie. Można wtedy być „kimś” i do „czegoś” dojść. Mamo, tato. Codziennie dochodzę do szkoły i to też jest mój mały sukces. Teraz, kiedy pogoda jest beznadziejna, a ciśnienie niskie każda wykonana czynność to jest coś.
Ale nie. Nie możemy tak po prostu nic nie robić. Popadać melancholię. Od ciągłego obserwowania spadających liści może porządnie zakręcić się w głowie. A potem nie daj Boże jeszcze jakieś choróbsko i odleżyny po grypie. Wtedy to już na pewno obserwowanie liści gwarantowane, chyba że ktoś nie ma łóżka naprzeciw okna. Błędne koło. Jaka jest więc recepta na uchronienie się od jesiennej zadumy? Trzeba działać. Zajęcia dodatkowe, taniec, nauka języków, spotkania z przyjaciółmi i silna wola na zachowanie pozytywnej energii. Trzeba ją w sobie zakonserwować, żeby przetrwała do wiosny, ale w chwilach kryzowych korzystać z niej ile się da. Jak to mówiła Judyta: „Nie wolno się poddawać. Nigdy w życiu!”

Felieton ukazał się w 1. numerze eLOmentu
Jak, każdy myśliciel i tutaj ujęłaś skrawek prawdy. Moje działania w jesienne dni są nieco inne. Jednak czytając owy tekst, widzę że opisujesz SWOJE doznania… Uważam tak po napisaniu przez Ciebie o “trymestrze”. Niestety na wszelkie generalizacje trzeba uważać i jak najbardziej stronić od nich. Jak widać, do mnie to nie pasuje.Tak, tak… generalizacja, która czasem potrafi być pewną zasłoną by ukryć swoją osobowość, siebie, własne działania. Chyba, tak… bo czytając mam wrażenie że opisujesz siebie samą.
Egocentryzm i samolubstwo bym ujął w jednym pojęciu, a dodatkowo wymieniłbym ignorancje. Niestety, według mnie każdy posiada te cechy. Wręcz uważam, że jeśli ktoś się ich wypiera, te cechy są spotęgowane. Uważam tak, ze swojego doświadczenia. Siebie samego uważam za egocentryka i ignoranta. Na szczęście mam świadomość, że zdarza mi się czy to częściej czy rzadziej (tu głównie chodzi od sytuacji) i mogę nad tym pracować, chociaż trafiają się chwile kiedy i te cechy są przydatne. Najważniejsze jest to, by tymi cechami nie krzywdzić innych.
Jeżeli chodzi o wnioski,… Na jesień mam ich najwięcej… Rzeki wniosków,… Potoki, które potrafią porwać człowieka podtapiając go od czasu do czasu. Czasami nawet wpadają mi jak produktywnie przemierzam miasto. Fotografuję i myślę. Dzięki temu dostrzegam dużo ciekawych sytuacji, istot, rzeczy…
Życie nie jest ani piękne, ani brzydkie. Życie po prostu trzeba doceniać!