Kolejna książka Coelha poszła w obroty. I tym razem, mimo krótkich objętościowo tekstów, czyta się ją dość wolno, ale nie ciężko. Jak zwykle ma duszę, to coś…
Tygodnie u sióstr mijają bardzo szybko. Bardzo szybko nawiązuję też nowe znajomości i o dziwo odkrywam samych wspaniałych ludzi. To niesamowite, jak wiele można nauczyć się od innych. Dzięki ludziom niepełnosprawnym każdy mój dzień jest weselszy. Zdystansowałam się do życia do tego stopnia, że po kiepskim dniu wystarczy mi tylko uśmiech kogoś z nich. I wszystko staje się jakieś malutkie, nabiera innego wymiaru.
Jadalnia stała się miejscem spotkań cyganerii internatu. Wspólne posiłki przebiegają zwykle w przyjaznej atmosferze.
Nie ma to jak elżbietański Dom Miłości.
W moim życiu też zaszły spore zmiany. Dzięki dystansowi zupełnie inaczej patrzę na sprawę Małego Księcia. Jego po prostu już nie ma. Nie powiem, że nigdy go nie było. Ale teraz już dla mnie nie istnieje. Ostatnio, patrząc mu prosto w oczy zrozumiałam, że to nie to. Ta znajomość nie miała szans na przeżycie.
Przez minione dwa tygodnie dość często myślałam o tym, co się wydarzyło. Przyjaźń, miłość, nienawiść. Teraz wszystko się zmieniło. Pojawił się Ktoś, kto próbuje pomóc mi wstać. Za wszelką cenę. Jego cierpliwość i upór w dążeniu do celu okazują się skuteczne, a Jego Diora czuć wszędzie, gdzie tylko się pojawi. Dzięki Niemu znów się uśmiecham. Czy jestem szczęśliwa? Nie wiem. Nie czuję tego tak do końca. Pisanie stało się moim przekleństwem. Wolałabym do Was mówić i mówić…żeby trak nie milczeć patrząc Mu w oczy. Tyle chciałabym Ci powiedzieć. Już wkrótce. Przeszkodą w naszej komunikacji (a raczej w moim mówieniu do Niego) było Jego wizualne podobieństwo do Księcia. Było. Po ostatnim wieczorze zrozumiałam, że tamta książka jest już zamknięta. Czas zacząć pisać nową. Czy razem? Być może. Jeśli damy radę, dlaczego nie?

Do Dni Kultury Żydowskiej coraz mniej czasu. Godziny uciekają, a jutro ostatnia próba kwartetu. Moje gardło doszło do siebie i pieśni żydowskie już opanowałam. Jestem bardzo podekscytowana tym festiwalem. Zobaczę znajomych Żydów, z którymi nie widziałam się od maja, kiedy to pojechałam na szabat do Bejtu. Niestety nie będzie Patrycji, na której obecność bardzo liczyłam. Mimo wszystko mocno Cię całuję i trzymam kciuki, żeby wszystko dobrze się potoczyło! :*
W tygodniu ruszy machina pod nazwą eLOment, czyli międzyszkolna gazeta. Na razie ten rozruch będzie dotyczył rozmów ze sponsorami i rozliczenia się z artykułów, ale nareszcie coś zacznie się dziać.
No i na koniec dobra wiadomość. Tydzień temu odebrałam swoją PIERWSZĄ wypłatę z Gazety Lubuskiej w wysokości 370zł netto! Oczywiście już nie mam ani grosza, bo kupiłam prezenty dla Rodziców i trochę ubrań dla siebie.
Znów wróciło atopowe. Ale to nic…będzie dobrze…