Pewnie większość z Was zauważyła ten cytat u mnie na opisie.
Okazało się, że mój strach i wszelkie obawy były związane z nowym miejscem zamieszkania. Niepotrzebnie. Internat jest w porządku, a nawet bardziej. Porównując poprzedni i nazywając w nowym niektóre pomieszczenia łazienkami, to w starym łazienek nie było. Jedynie węzeł sanitarny, nic więcej.
Tutaj jest świetnie- oczywiście nie zapeszając. jednak nie wróciłam z płaczem, nie miałam przez tydzień łez w oczach i nie błagałam o powrót o domu lub zmianę miejsca zamieszkania. Wręcz przeciwnie- żałuję, że poprzednie dwa lata spędziłam na Drzewnej. Co do ludzi- wszędzie można znaleźć kogoś, kto stanie się Twoim przyjacielem. Ze starego to na pewno Pysia. W nowym większość dziewczyn znałam wcześniej. Odpadł więc problem jako takiej aklimatyzacji. Całe te nerwy były zbyteczne…ale mądry człowiek po szkodzie…
Druga sprawa. Dni Kultury Żydowskiej. Odbędą się 12-14 października i oczywiście zagramy na nich razem z kwartetem (a właściwie będzie to kwintet, bo pierwsze skrzypce dubluje młody i zdolny chłopak). Zagramy sześć freylachsów. Ostatnio w sieci znalazłam tylko jeden i to w aranżacji na orkiestrę dętą. Zgroza. Z fragmentu, którego wysłuchałam mogę jedynie powiedzieć, że różnica interwałowa między pierwszym a ostatnim pulpitem (grającymi unisono) wynosiła jakąś sekundę wielką. Oprócz tego będzie kilka pieśni żydowskich (Avinu malkeinu, Mach ci di ejgelach i psalm Hine ma tow) i instrumentalne kombinacje (np. dwoje skrzypiec i wiolonczela) powyższych melodii. Mam nadzieję, że zdążymy wszystko przygotować. Pracy jest sporo…tym bardziej, że od września działamy jako kwartet Filharmonii Zielonogórskiej i ponoć są już pierwsze zlecenia. A przecież na akademiach nie będziemy grać programu z festiwalu.
Zdjęcie na dowód w końcu zrobione. Leży teraz przede mną i czeka, aż zaniosę je razem z podaniem. “No to se jeszcze poczeka”- jak mówił kiedyś słynny już dzisiaj ogr Szrek.
NIP będzie gotowy za dziesięć dni. Oznacza to, że pod koniec miesiąca będę mogła odebrać swoją wypłatę z Gazety Lubuskiej. A przy okazji wykażę się samochwalstwem i powiem, że kontynuuję współpracę z ową gazetą, tyle że zmieniłam dział z informacyjnego na terenowy. A w wakacje (no i ferie) znów na redaktorski fotel, bardzo zresztą wygodny. Dzięki tym dwutygodniowym praktykom przekonałam się, że dziennikarstwo jest tym, co chcę robić w przyszłości.
Chcę jeszcze pracować z dziećmi i pomagać ludziom w dołkach, może w jakiejś fundacji. Poza tym napisać kilka książek…znajdę na to czas, znajdę. Mam wolę życia.
