Nie pisałam przez pewien czas, bo miałam kilka ważnych spraw do przemyślenia. Coś też musiało po prostu się „uleżeć”. Za dużo w moim życiu sekretów i niedopowiedzeń. Przez to niektórzy z Was pomyśleli, że kłamię, kręcę i zmyślam. Przepraszam. Nic takiego nie miało miejsca i właśnie teraz chcę to wyjaśnić.
Niedawno wróciłam z Bieszczad. Oczywiście było cudownie, nie biorąc pod uwagę tego, że był tylko jeden sklep w promieniu piętnastu kilometrów, które rzecz jasna pokonywałam pieszo. Jadąc do Cisnej nocowaliśmy w Krakowie, gdzie spotkałam się z Wujkiem. Otworzył mi oczy na formę tego bloga. Nie wiem, co zrobić z jego formułą. Naprawdę chciałabym otworzyć się przed wszystkimi, ale chyba sama nie mogę pogodzić się z przeszłością. Być może jeszcze nie jestem gotowa na Waszą reakcję? Być może nie dałabym sobie rady z reakcją moich Rodziców, Rodziny? Zgadzam się, że warto jest być szczerym, że prawda boli. Ale czy ja chcę ranić kogokolwiek z Was? Nie chcę. Blog przestał być anonimowy, zamieściłam swoje zdjęcie i operuję rzeczywistymi imionami. Nikt mi nie powiedział: skasuj moje imię. To spowodowało, że zaczęłam pisać do coraz węższego grona. Aby od tego uciec stworzyłam zupełnie neutralne Felietonowo, gdzie każdy może znaleźć coś dla siebie. Planuję rozbudowę tego taga, ale wszystko w swoim czasie.
Źle z moją duszą. Pozwoliłam, by do mojego życia znów wkradła się nostalgia. Dlaczego? Za dużo myślę, nawet nie potrafię zgrabnie napisać posta. Rozpraszam się. Nie wchodzi w grę podejmowanie jakichkolwiek decyzji. Myślałam, że wraz z rozpoczęciem pracy w GL to minie, bo będę ciągle zajęta. Fakty są takie, że owszem, czasu mi brakuje, ale są momenty, w których bezwiednie spadam. Wyłączony telefon nie jest już problemem. Wszystko jest mało ważne, wszystko zrobię potem.
Nie potrafię teraz pisać nic sensownego. Palce ociężale skaczą po klawiaturze. Na głowie słuchawki, a w nich Doda z nowym krążkiem. Brzmienie niezłe i intonacja nienaganna, co pozwala mi na odprężenie. Albo, jak kto woli, sprzyja myśleniu.
O Bieszczadzkich Aniołach nic nie napiszę. Po co? Atmosfera niezwykła, ale trzeba to po prostu przeżyć. Doświadczyć wszechobecnego deszczu, sprawdzić siebie i swoje słabości, kiedy do baru w jedną stronę idzie się cztery i pół godziny.
Czuć już wrzesień, więc wyprowadzam się do Wielkiego Miasta. Na kolejny rok. Jaki będzie? Na pewno trudny i bogaty w emocje.
„Smutno, smutno, smutno…” SDM
prawda boli(14 wers Twojego tekstu) wiadomo że prawda boli, dlatego lepiej nieraz jej nie znać, i jej nie wyjawiać, bo kogoś innego zaboli, i potem będą niedomówienia, niechęci jakieś zgrzyty, a po co to komu…. kieruj się sercem… serce widzi to co rozum nie zobaczy i co rozum nie przyjmuje często do świadomości tego.. w Wielkim Mieście nie zapomnij o śpiewie ptaków, szumie liści i drzew, o pięknej ziemi.;)