
Wraz ze zdjęciem artykuł napisany do Gazety Lubuskiej w formie nieautoryzowanej świeżynki(fragm.):
Dzieci wraz z opiekunami na dwa tygodnie zamienili się w piratów, gdyż w tym roku obóz odbywał się pod hasłem „Poszukiwacze skarbu Piratów”. Już w trzecim dniu pobytu na placu apelowym stanął okręt „Czarna Perła”, wykonany przez uczestników. Największe wrażenie robiły jednak żagle, na których pojawiła się płynąca żaglówka, czaszka pirata z bandaną i słońce. Jak na prawdziwą piracką łajbę przystało, pojawiły się pasiaste skarpety pirata, duża, zdobiona butelka i czarna chorągiewka z białą czaszką. Wszystkie te drobiazgi były ów skarbem Pirata, który dzieci musiały znaleźć w czasie podchodów.
Po wybudowaniu okrętu każdy uczestnik dostał „Kartę Pirata” ze swoim zdjęciem w pirackim przebraniu, do której podczas trwania całego obozu mógł wklejać sprawności, jakie zdobył. Za wybudowanie statku i udział w podchodach przyznano na apelu sprawność szkutnika, wędrowca i łamacza kodów.
Przez dwa tygodnie dzieci mogły wykazać się swoimi wszystkimi zdolnościami. Przyznawano sprawności śpiewaka, tancerza, węźlarza i słownikowca. Aby zostać węźlarzem należało nauczyć się wiązać co najmniej trzy rodzaje węzłów i zaliczyć je u kapitana- jednego z opiekunów. Słownikowiec musiał wykazać się natomiast wiedzą czysto teoretyczną, wskazując na „Czarnej Perle” dziesięć elementów. Nikomu nie był obcy już maszt, fokmaszt, rufa czy kadłub. Sprawność śpiewaka obejmowała śpiewanie w wolnych chwilach szant przy dźwiękach gitar, harmonijki ustnej i skrzypiec, czym zajmowali się opiekunowie- kapitan i trzy starsze piratki.
Wieczorami miały miejsce różne zabawy. Pojawiła się m.in. „Parada Oszustów”, w której było do wygrania kilka kilogramów cukierków i Festiwal Piosenki Obozowej, gdzie pojawił się Złoty Mikrofon- grand prix i Srebrny Mikrofon-nagroda publiczności.
Co kilka dni na placu apelowym wyświetlane były kreskówki, co okazało się upragnioną rozrywką zarówno dla młodszych, jak i trochę starszych uczestników obozu.
Przez to, że był to obóz nad morzem odbyły się również chrzty, tzw. Neptunalia, na których każde dziecko otrzymało morskie imię. W aktach wypisanych przez żonę Władcy Mórz, Prozerpinę pojawiły się w związku z tym Kolorowe Muszelki, Śpiewające Dorsze czy Wesołe Flądry.
Wraz z gwizdkiem na ciszę nocną „Czarna Perła” śniła blaskiem lampionów i światełek choinkowych. Przy kapitanacie zapalała się mała latarenka i mali piraci pogrążali się w snach, aby nazajutrz być pełnym energii, która była niezbędna, bo nie było chwili nudy. Zawsze można było poćwiczyć węzły, pośpiewać szanty czy wziąć kartkę papieru i namalować to, na co miało się ochotę. Wśród prac przeważał obozowy okręt, na który nie można było się napatrzeć oraz…motywy indiańskie. A to dlatego, że przez kilka dni gościem poszukiwaczy skarbu Pirata był Indianin z plemienia Kuna, Amancio Chiari Arcia. Na ten czas teren obozu zamienił się w indiańską wioskę, w której mieszkali nie mali piraci, ale mali Indianie z wymalowanymi twarzami. Pan Amancio uczył indiańskich zabaw oraz w ciekawy sposób przybliżył kulturę i historię swojego kraju. Odjeżdżając wręczył dzieciom sprawność indianisty, co wszyscy potraktowali jako wyjątkową sprawność.
Podczas tych niepowtarzalnych dwóch tygodni nie mogło zabraknąć rejsu po morzu, oczywiście pirackim okrętem, na którym za zgodą kapitana cały obóz odśpiewał z podkładem ulubioną szantę.
Obóz wszystkim upłynął bardzo szybko i każdy przekonał się, że niepotrzebna jest dobra pogoda, żeby dobrze się bawić.
artykul swietny. jak zwykle
a wiselka… coz mam nadzieje ze w przyszlym roku znowu pojedziemy razem ;] caluje kochanie :*