Raculka
lipiec 1, 2007 autor izanna
Kochani!
Tydzień wakacji za nami. Za mną też tydzień w Raculce, gdzie na obozie z Niemcami jeździłam konno, śmiałam się, śpiewałam, rozmawiałam do późnych godzin i…a zresztą od początku.
Oczywiście zaczęło się od przestawiania. Nudy, typowe pytania w stylu wo wohnst du? i hast du Bruder oder Schwester?
Pokoje były zadbane, nie licząc naszego bałaganu, jedzenie pyszne, a towarzystwo naprawdę genialne.
Znalazła się fanatyczka koni, odrobinę zarozumiała, ale nadrabiała u mnie tym, że nauczyła mnie przyzwoicie jeździć konno, Mały Książę, ale nie ten „mój”, ale całkiem inny, z którym śpiewałam do trzeciej nad ranem Majstra Biedę, był też Psikus, a właściwie była, znalazła się też niejaka Barbara Zmyślony tudzież Wlazły, Lea-seksoholiczka i jak to nauczycielki określiły „nadająca Siudo oddziału zamkniętego z całodobowym nadzorem” i wiele innych barwnych postaci…
Sam wyjazd będę wspominać bardzo pozytywnie, może wyłączając moją umiejętność wsiadania na konia Co mi się kojarzy? Przede wszystkim kilka powiedzonek:
* „Darf ich Ihnen etwas bringen?”
* „Czuję się, jak bym miała Irokeza między nogami” [sam IROKEZ oznacza tu imię konia, ale w języku mówionym wywoływało to salwy śmiechu-komizm sytuacyjny: zakwasy po jeździe na owym Irokezie]
* „Jap! Aha! Hejmafoooo…” [fonet.]
* „Pieprzysz sól bez pomidora?” [autor: Thobias- dobrze mówi po polsku i dużo rozumie, ale jeszcze nie łapie żartów językowych]
* „Kiełbasy w szlafrokach” [zamiast ziemniaki w mundurkach- autor: Thobias!]
* „Ponurszy” [zam. Bardziej ponury- autor: no kto? Thobias!]
Poza ogniskiem (m.in. z niego pochodzi pierwszy w.w. cytat), na którym dużo się działo- byłam piratem, narzeczonym i hawajską dziewczyną jednocześnie, wycieczką do Zielonej Góry autobusem podmiejskim linii 13, wyjazdem do Łagowa na festiwal filmowy (film „Hiena” i fotka z Andrzejem Sołtysikiem), zajęciami niemieckiego, czyszczeniem końskich kopyt, sierści, siodłaniem, zapinaniem popręgu, jazdy stępem i kłusem anglezowanym na Irokezie, Izoldzie i Morwie oraz uczeniem ludzi jogi i techniki medytacji prawie trzy godziny to właściwie nic nie robiłam. Leń ze mnie.
W piątek wyjazd do Wisełki na obóz z dziećmi. Przyjedzie też Braciszek z żonką, Lolem i Pati. Oj, będzie się działo!
hm… nie rozumiem jednego (tylko, jednego?
nie, nie rozumiem więcej, ale o jedno chcę zapytać…). chodzi mi o tytuł tego bloga. o to pytanie “czyże jest życie?”. dlaczego nie użyłaś zwrotu “czym jest życie”?
pozdrawiam:*
wiesz, co z internatem?
sorki, jest błąd!
“czymże jest życie”, a nie “czyże jest życie”.
od zawsze miałam tendencje do skracania sobie wyrazów… a dziwne, bo jedzenie jest domeną Pysi
Iz,tak troche jeździłaś na Malwie,a nie na Morwie i nie próbuj mnie przekonywać,że jest inaczej,bo tego konia na zawsze zapamiętam



poza tym [jap,aha,hemavoll]–>też fonetycznie
baw się w tej Wisełce i nie pozwól,żeby dzieciaki Ci wchodziły na głowę
czekam na kartkę
całusek:*
Niech będzie Malwa
koń upośledzony conieco.
Ejj wysłałam kartkę, a od Ciebie nie dostałam. Jak to tak?
Czekam.
No i wreszcie przyjedź do mnie!
miło, że mi odpisałaś…dzięki…
Ale o co chodzi?
Książkę przywiozę Ci do Kasi na urodziny, nie ma problemu. Już przeczytana.
Nie FOCHaj
Iz :*
to nie jest fochanie się, sama nie byłabyś zadowolona, gdyby na Twoje wiadomości nie było odpowiedzi
Porozmawiać możemy zawsze na gg. Tutaj raczej są komentarze, niż forum, chociaż czasem odpisuję.
Pewnie wiesz, że internatu już nie ma…
Cześć dziewczynki, Iza ładnie napisałaś :)Trzeba było jeszcze wspomnieć o strasznie strasznym
krzyku Pyś na Hienie. Buziaki, czekam na Was Kasia
Kiedyś tez tam jeździlem
Obozy to fajna rzecz
No i szczeście chce że jestem tam bardzo często
bo mam tam konia
Pamietam te obozy
ehhh fajne czasy 