Wynurzenie nt. przyjaźni
marzec 27, 2007 autor izanna
Czy takowa w ogóle istnieje?
Co zajrzę do sieci, wszędzie huczy: “straciłam przyjaciela”, “czym jest przyjaźń?”
Być może trafiam na złe strony www, ale właśnie to zauważyłam. Być może jesteśmy pokoleniem aż tak bardzo dekadenckim?
Sama bardzo dużo felietonów poświęcam przyjaźni. Co drugi wpis traktuje właśnie o tym. Jeśli nie prawie każdy.
Przyjaźń, a raczej ciepłe stosunki między ludźmi, są bardzo potrzebne. Dzięki temu czujemy się bezpiecznie…
Samego słowa przyjaźń nie lubię i staram się go unikać, bo wg mnie jako taka nie istnieje. Chyba zniszczyły mnie książki Nietzschego. Ta jego filozofia nadczłowieka…a propos. Czy jeśli w w coś się nie wierzy, a to się traci, to czy faktycznie to ubywa? Vide przykład, właściwie z autopsji, ale dzisiaj czysto hipotetycznie. Jeśli nie wierzę w przyjaźń, to, gdy stracę “przyjaciela”, to naprawdę go stracę? Bo skoro nie wierzę w samą ideę przyjaźni, jestem przecież w punkcie wyjścia…
Dzisiaj chaos wkradł się we wpis. Dlaczego? Nie wiem. Być może zbyt intensywnie myślę o czymś, o czym nie powinnam.

“Zna się tylko to, co się oswoi”
A. S. Exupery, Mały Książę
P.S.
Mam nadzieję, że w tym tygodniu w końcu dotrę na warsztaty dziennikarskie…
Ja myślę, że przyjaźń jest ważna, dla mnie czasem nawet ważniejsza niż miłość. Miłość czasem przemija, zmienia się. Kochankowie przychodzą i odchodzą. Przyjaciele, dobrzy i prawdziwi, zostają na zawsze.
Racja. Jeśli tylko wierzy się w przyjaźń…
Nienawidzę obojętności. U mnie albo jest KOCHAĆ albo NIENAWIDZIEĆ…