Feed on
Wpisy
Komentarze

Katharsis II

Pora na kolejną, ważną piosenkę.

My Immortal, Evanescence

I’m so tired of being here
Suppressed by all my childish fears
And if you have to leave
I wish that you would just leave
‘Cause your presence still lingers here
And it won’t leave me alone

These wounds won’t seem to heal
This pain is just too real
There’s just too much that time cannot erase

When you cried I’d wipe away all of your tears
When you’d scream I’d fight away all of your fears
And I held your hand through all of these years
But you still have
All of me

You used to captivate me
By your resonating light
Now I’m bound by the life you left behind
Your face it haunts
My once pleasant dreams
Your voice it chased away
All the sanity in me

These wounds won’t seem to heal
This pain is just too real
There’s just too much that time cannot erase

I’ve tried so hard to tell myself that you’re gone
But though you’re still with me
I’ve been alone all along

Ostatnimi czasy często jeżdżę nad Odrę. Łąka, most. Śpiew ptaków, rechot żab. Ja siedzę pod drzewem i czytam. W uszach album „Genes&Jeans”. Wczoraj spotkałam się z Kamą. Udowodniłam Jej, że nie da się gwizdać po dwóch dużych piwach.
Jeszcze pięć dni do następnego egzaminu maturalnego. Prezentacja się pisze, historia muzyki się czyta. Ciężko mi się skupić. Zastanawia mnie, dlaczego. Każdy dzień wygląda właściwie tak samo- rano półtoragodzinna joga, kąpiel, śniadanie, serial, pisanie prezentacji, jeden rozdział z historii, serial, obiad, Skype, domowa symulacja prezentacji, spacer, kąpiel, film. W międzyczasie kilka telefonów. Mimo tego czuję jakąś pustkę.
Zaczęłam planować wyjazd do Warszawy. W związku z tym muszę zaoszczędzić trochę grosza, żeby nie było tak, jak ostatnim razem.
Myślę, co zagrać na wernisażu w piątek. Potrzebowałabym pianisty. Wszystko wiem, mam plany, ale nie mogę zmusić się do ich zrealizowania.
Jak to jest- ile razy człowiek może być zakochany? Dlaczego stara miłość nigdy nie rdzewieje? To mnie przytłacza. Nie potrafię wyzbyć się tych wszystkich uczuć. Zamiast jogi powinnam chyba kupić rękawice bokserskie i porządnie w coś przywalić. Wdech, wydech, zmiana asany…pięć minut na głowie. Świat wygląda zupełnie inaczej. Znikają te wszystkie twarze, cała nienawiść i tęsknota.

Wczoraj znów zaatakowało atopowe. Przypomniał mi się pierwszy atak. Wszystko tak samo. Czekają mnie nowe testy. Ręce w atopowcach, swędzi i szczypie. To jest chyba największa przyczyna mojego rozdrażnienia.

Mówi się, że pisanie oczyszcza…i coś w tym jest.

Majowo

Maj się zaczął. “Proszę Państwa do sali”. Zaczęła się matura. Póki co z głowy mam pisemny język polski. Wiedziałam, że moje zainteresowanie twórczością Mrożka do czegoś się przyda. Niestety nie mogę tego powiedzieć o Miłoszu. Po maturze będzie mnie od niego odrzucać, to pewne.

Jak na razie, to piszę prezentację, Krapul dzielnie mi recenzuje i wprowadza poprawki, czasem drastyczne- wywalił mi jedno zdanie! Ale jak się ma żyłkę humanisty i takie studia w CV, o litości nie ma mowy. :)

Jutro pisemny język niemiecki. W planach mam powtórkę zwrotów do listu prywatnego i formalnego. Niczego więcej się nie nauczę. Przed ustną trzeba będzie popracować.

16. maja, oprócz matury z historii muzyki i urodzin, Noc Muzeów. Nareszcie chwila wytchnienia.

Rosa zakochana, Yoozek będzie miał dziecko, Krapul biega po Wawie w pasiaku, Buxtehude nawet nie wiem, czy żyje… się porobiło na tym świecie…

“Cudzoziemka” przeczytana. Oczywiście przy końcówce się popłakałam, mimo bardzo późnej pory. Ale ja Ją nawet jestem w stanie zrozumieć. Kobieta nieszczęśliwa, uwikłana w węzeł gordyjski własnej osobowości. Żyła w świecie, który sama sobie stworzyła i on Ją zabijał. Źle ulokowawszy swe uczucia (o ironio), na kiepskim podłożu stworzyła rodzinę. Śmierć synka, narodziny Syna Idealnego, lustrzanego Jej odbicia i córka- zbyt podobna do ojca, żeby mogła zasłużyć na matczyną miłość. Na dodatek poczęta wskutek nienawiści Adama do muzyki (a może tylko do koncertu Brahmsa, nota bene bardzo wzruszającego i porażającego swoim kunsztem).

Kokietowała każdym ruchem, każdym zimnym słowem. Pobudzała do zazdrości, bo tak samo ozdobnie i drażniąco poruszała się wobec wszystkich mężczyzn.

Staram się nie myśleć o tym, co usłyszałam wczoraj o 23.35. Zastanawia mnie tylko, czy alkohol uwalnia ludzkie myśli, czy zamienia człowieka w wulgarne zwierzę, bazujące wyłącznie na instynktach (”pozbyć się”, “zniszczyć”, “zaatakować”).
Zostałam rozbita psychicznie na kilka dni przez najważniejszym dla mnie egzaminem maturalnym. Dziękuję bardzo. Masz klasę.

P.S.
Szabat szalom!

Postanowienia właściwie wypełnione, wyłączając “Cudzoziemkę” . Szukam desperacko skrzypcowego koncertu Brahmsa. Rower odświeżony. Pojechałam wczoraj na wycieczkę. Siedziałam godzinę nad Odrą, na łące. Łabędzie, konie. Widok na Połupin- stare dzieje.

Nie wiem dlaczego, ale powrócił do mnie wczoraj Buxtehude. Łzy mi leciały, że to wszystko się rozpadło. Z czyjej winy? Dlaczego?

Tak nie powinien się zachowywać człowiek zakochany.

Znów miałam dziwny sen. Czytałam książkę, potem obserwowałam pająka. Czy pająk przynosi szczęście? Przydałoby się trochę…

No, ale nie można narzekać. Życie jest piękne, świeci słońce, jest ciepło, PITy już do skarbówki zaniesione, wernisaż “Żyd niemalowany” już załatwiony na nowym zamku krośnieńskim.

Dobrze jest. Nieźle. Zawsze może być gorzej.

P.S.
Znów na “Pręgach” płakałam…

Abiturient. To brzmi dumnie.

Tak, Moi Drodzy. Jak to powiedział dzisiaj Pan Dyrektor: “Za Wami pierwszy z najważniejszych momentów w życiu. Przed Wami drugi…”. Trochę się Biedaczyna plątał w prowadzeniu gali, ale zostało mu to wybaczone, gdyż wcześniej nas ostrzegł.

Gala jak każda inna. Do przewidzenia. Przemówienia, podziękowania, część artystyczna (swoją drogą nienajgorsza- popłakałam się na parodii lekcji fizyki). Poźniej wyjście na scenę, świadectwa, dyplomy, nagrody i oficjalne uściski i kwiat dla dyrektora. Bonusowo wszyscy otrzymali czerwone róże, ale tylko moja klasa- słoniki z wetkniętą w … porcelanową dziurę sentencję prof. Kotarbińskiego. Oryginalnie.
Pod koniec rozdałam kilka kwiatków- germanistce, historycy i wychowawczyni. Bukiet oczywiście dla polonistki. Plus kartka z podziękowaniem i nieco mniej oficjalnymi słowami. Uściski. Łzy.
-Izka, nie płacz
-Nie mogę
-Możesz, nie rycz
-Kiedy ja…
-No nie
-Tak wyszło
-Bo ja się zaraz popłaczę
-Trudno, ja już płaczę

Fajna babka z polonistki. Oj, będę za Nią tęsknić, będę.

I za kilkoma ludźmi z III LO… dziś zawiodłam się po raz kolejny na części mojej klasy, ale to już nie ma znaczenia. Teraz czas skupić się na maturze.

Postanowienia na jutro:
-nauka:
*szkoły narodowe
*suita
*sonata da chiesa
*uwertura barokowa
-rower
-”Cudzoziemka”
-ogólny zarys prezentacji “Inspiracje muzyczne w literaturze. Zanalizuj na podstawie wybranych utworów”
-znalezienie choćby pod ziemią koncertu skrzypcowego Brahmsa
-dłuuugi spacer (jeśli wszystko zrobię- tak w ramach nagrody)

Noa wydała nowy krążek “Genes&Jeans”. Nareszcie!

Ostatnimi czasy miewam dość nietypowe sny. Najpierw ta dziewczynka.

Sen I
Ciemno. Słyszę głos. Dziewczęcy, młody. Bardzo. Mówi: “Mamo, mamo…”. Mimo ciemności jestem szczęśliwa.

Sen II
Dziewczynka. Stoi w niebieskiej przestrzeni. Widzę Ją wyraźnie. Zielona sukienka, blond włosy, duże, niebieskie oczy i szczelinka między mlecznymi jedynkami. Ma mniej więcej pięć lat. Tym razem widząc Ją ogarnia mnie dziwnie bezbrzeżny niepokój i smutek. Uśmiecha się i w końcu mówi: “Nie martw się. Nie płacz. Tak miało być. Będzię dobrze.” Potem rozmywa się i znika.

Sen III
Dom z ogrodem. Lato. Jadę na rowerze. Z tyłu, w koszyczku siedzi ta sama dziewczynka. Młodsza. Przejeżdżamy przez tory kolejowe. Wypada z roweru. Ja, nie wiedzieć dlaczego, nie mogę się po Nią cofnąć. Jadę dalej. Zatrzymuję się przy sklepie i próbuję wytłumaczyć młodemu małżeństwu, co mi się przytrafiło, chcę prosić i pomoc. Nagle odzywa się kobieta: “Dlaczego mężczyźni nie mają torebek? W tym leży problem nadwagi u kobiet. Posiadając torebki mają gdzie włożyć sobie coś do jedzenia. A potem mężczyźni narzekają- że tu możesz schudnąć, i tu, bo lato w pełni. A to ich wina.”

Aż strach iść dzisiaj spać…

Wczoraj była impreza w bunkrach. Maturzyści z “Kotarba” (czyli i ja) bawili się do białego rana. Niestety w nocy złapał przymrozek, a w bunkrach było tylko jedno palenisko, więc do domu wróciłam wcześniej niż niektórzy, czyli koło piątej. Jedzenie, picie, palenie, taniec, rozmowy, kłótnie, nowe znajomości i spacery. Właściwie do tego zamknęła się impreza.
Było miło, ale się skończyło. Zarówno nauka w “Kotarbie”, jak i błogostan. Został lekki (!) kac i dobre wrażenie. Jednak Mama miała rację- lepiej wrócić z imprezy w punkcie kulminacyjnym, niż zostać do końca i patrzeć na ludzi, którzy mają słabe głowy=delikatne żołądki.

Coś się skończyło. Niedługo zacznie się matura-etap przejściowy, ale niezwykle ważny. Później coś zupełnie nowego. Jestem bardzo ciekawa, co będę robić w październiku…

Krapul w dresie, Zaraza pisząca bloga…świat się pomylił! :)

“Do prowincjonalnego miasteczka Güllen przybywa miliarderka Klara Zachanassian, która wyjechała z niego przed laty, po młodzieńczym romansie z tutejszym chłopcem Illem. Teraz kobieta obiecuje burmistrzowi miliard dolarów w zamian za sprawiedliwość. Żąda śmierci mężczyzny, który wiele lat temu wyrzekł się ojcostwa ich dziecka. Swoisty traktat moralny o odpowiedzialności i sile pieniądza.”

Przedostani raz wystawiana sztuka do dzieła Dürenmatta. Reżyseria- nowy i świeży Dyrektor Czechowski. Bonus- muzyka na żywo wg Mate i AlinK.Sarit. Trzy godziny.
Spektakl nie należal do łatwych, a raczej do tych z górnej półki. Mimo widocznych braków warsztatu aktorskiego u pojedyńczych bohaterów, główna rola Elżbiety Donimirskiej wywarła na mnie niemałe wrażenie. Starsza pani Klara Zachanassian, dystyngowana, trochę apodyktyczna i promieniująca złem, zawiścią oraz goryczą była zdecydowanie w centrum uwagi. Z “tła” gülleńczyków wyróżniała ją czerwień i cierpki, cedzony przez zęby głos. Ill (Jerzy Kaczmarowski) przy starszej pani wypada nienajgorzej. Doskonale zagrana przemiana wewnętrzna i ode mnie oklaski na stojąco. Mieszkańcy miasta charakterystyczni. Spazmatyczny i głośny Policjant (Ryszard Faron), podchmielony i depresyjny Dyrektor (Jacek Krautforst), który z uporem maniaka starał się chodzić po niewidzialnej, prostej linii. Dzieci i żona Illa, kelnerka…wszyscy szarzy, a jednak wyraziści.
Na szczególną uwagę zasługują ślepi bracia kastraci Koby (Kinga Kaszewska-Brawer) i Loby (Wioletta Sokal), którzy zrobili wspaniałe show, Czarna Pantera (Agnieszka Dziewa) o wspaniałych, kocich ruchach, jakich w życiu nie widziałam i Wariatka (Beata Beling). Ta ostatnia stworzyła swoją niemą rolą niesamowitą postać. Obłąkana, posiadająca zdolności profetyczne, ale nie potrafiąca ich wykorzystać, czyszcząca wszystko, co po drodze napotka. Miało się wrażenie, że wyciera kałuże krwi, przeczuwając nadchodzące niebezpieczeństwo.
Reżyser doskonale ukazał śmierć Illa, używając w tym celu ruchomego podestu. Trzeba też wspomnieć o jarzeniówkowym, poruszającym się napisie Güllen i zespole, który siedział za plastikowymi parawanami.

Mam nadzieję, że ta pozytywna metamorfoza TL nie jest tymczasowa i życzę sobie i wszystkim wielbicielom teatru więcej takich sztuk jak ta, choć może pół godziny krótszych!

Radość

Ostatnie dni w III LO.

Jak dobrze :)

Radość wróciła. Chociaż pada deszcz i bateria w telefonie ma jedną kreskę. Mimo średniej 4.2. Nie patrząc na to, że wcięło mi orkiestrówki na dyplom.

Jestem szczęśliwa.
Dzięki innym ludziom.

***

“Zbudowałeś kiedyś bramę snów, tak bardzo chciałeś ją otworzyć. Zgubiłeś klucz.”

Ano zgubiłam. Cholernie mi smutno.

poster.jpg

Dlaczego nie można panować nad swoimi uczuciami? Dlaczego serce robi nam na przekór? Dlaczego działa irracjonalnie?

Nienawidzę tego uczucia. Nienawidzę.

Ile tego jest?

Co mnie ostatnio wytrąca z równowagi?

* atopowe
* kończąca się maść na ww. chorobę
* liche włosie w smyczku
* to, że nie poszłam na koncert maestro Pendereckiego
* nienapisana prezentacja maturalna
* wchodzenie z butami w moje życie przez tzw. osoby trzecie
* brak czasu, a raczej słaba jego organizacja
* śliskie panele w pokoju/brak maty do jogi

93.jpg

Nie potrafię się zmobilizować. Zacząć działać. Po powrocie do domu zaczęłam generalne porządki włączając mycie okien. Ale to nie to. Jestem przemęczona i mam nadzieję, że przez tydzień uda mi się wypocząć. Tylko tyle.
Cieszy mnie to, że wtorkowy koncert się udał, wypadło całkiem przyzwoicie.

Wanilii już nie czuję. Zupełnie. Nic a nic. I bardzo dobrze.

Older Posts »