Rozmowa z cybernetyczną mamą, która jest dwieście kilometrów ode mnie. Gadu gadu i dowiaduję się: Nadrobiłam ostatnio zaległości związane z czytaniem Twojego bloga, córeczko. Od założenia jego wydoroślałaś i stwierdzam, że za bardzo się uzewnętrzniasz, a za mało w nim wniosków.
Z reguły, kiedy piszę, chcę zwyczajnie popisać, a przy okazji opisywania minionych bądź bieżących wydarzeń, wnioskuję, ale zostawiam to dla siebie. Bo nie można dać siebie na tacy.
Ale dziś wpis specjalny (chciałam napisać specjalny wpis, tylko że to by się zrymowało).
Siedzę w kuchni z laptopem, z lewej strony kubek gorącej kawy. Wniosek: dziś piątek, można było się wyspać, bo na uczelni zajęć brak. Dopiero jutro zaczynam pisać pracę zaliczeniową z Erpfowskiej analizy mazurka Chopina op. 63 nr. 3. Więc czasu mam dziś pod dostatkiem.
Napisałam mail do M., bo okazało się, że jest chora i też nie pojawi się na DKŻ w Zielonej Górze. Wniosek: mogę odpocząć i też nie pojechać, bo pierwotnie to tam miałyśmy się spotkać. Niestety do Krakowa przez długi czas też nie pojadę. Pod koniec czerwca zaczynam sesję. Wniosek: zaczynam się porządnie uczyć.
Teraz trochę newsów z uczelni. Przeżyłam II Forum Muzykologiczne, nawet wdałam się w dyskusję z prof. Zduniak nt. Bohna [wrocławski kompozytor i krytyk muzyczny, zm. 1909], nad którym rozwodzili się referenci. Razem z Aś doszłyśmy do wniosku, że pani profesor to skarbnica wiedzy i powinna częściej przyjeżdżać do Wrocławia. Ale jest jeszcze jedna ważna kwestia. Na Forum pojawiła się znikoma ilość studentów naszego zakładu (od października będziemy już katedrą), co mnie bardzo zdziwiło. Przecież takie eventy to doskonała okazja do poznania swojej przyszłej pracy analityka, biografa, krytyka i wykładowcy. Biorąc pod uwagę sam wykład prof. Zduniak, można było poznać Bohna jako ostrego krytyka, lubującego się jedynie w kompozytorach niemieckich, a równającego z ziemią wszystkich innych, w tym – słowiańskich. Tylko Czajkowski potrafił się jemu jawnie przeciwstawić za pomocą papieru. Wniosek: studenci sporo stracili, nie mówiąc już o genialnym koncercie, wieńczącym tegoroczne Forum. A było czego posłuchać i na czym oko zawiesić. Pieśni i Requiem Bohna w wykonaniu młodzieży i naszej zakładowej wykładowczyni, która, jak się okazało, ma niezły głos i potencjał. I dobry niemiecki akcent. Konferansjerka też była na wysokim poziomie, w wykonaniu naszej magistrantki. Wysublimowane poczucie humoru, błyskotliwość i wiedza merytoryczna godna podziwu. Rozbawiała publiczność, co nieczęsto się zdarza na tego typu imprezach.
Jeśli chodzi o moje zaliczenia, to w tygodniu czekają mnie dwa kolokwia: angielski i poprawa z łaciny. Analizę Schenkera udało nam się zaliczyć u prof. Gołąba już na drugich zajęciach. Trzeba by też zaliczyć architekturę Rzymu. Spontanicznie, ale skutecznie. Dzisiaj śniła mi się dr Banaś, która przyszła na jakąś moją domową uroczystość, chyba jakieś urodziny czy imieniny, bo przyniosła obraz. Krzyczała, że nie zaliczę. A ja zaliczę. I opowiem jej, co mi się śniło.
A co w mieszkaniu muzykolożek? Otóż zapomniałam wyłączyć żelazko i stopiłam Aś laptopowy kabel, sobie przetapiając kabel USB do SE. Kosztowało nas to sporo nerwów, ale wszystko zakończyło się pomyślnie, wyłączając mój kabel. Ale w domu mam jeszcze jeden.
Poza tym odnoszę wrażenie, że mamy za dużo naczyń, bo ciągle coś trzeba myć. A niby cały dzień jesteśmy na uczelni. Wieczorem kanapka w powietrzu, kubek w rękę i do pokoju. Do nauki. Do łóżka.
Wiadomość dla Żółwia – muuuzyka.
Wniosek (i buziak w nosek): jestem troskliwa.
Kocham Cię mamusiu moja.
Jak widzisz, potrafię wnioskować i przelewać uczucia jednocześnie. Przyznaj, że po prostu o Tobie za mało pisałam. Ale jeszcze książki o sobie się doczekasz. Obiecuję!